----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zapadł wyrok w procesie Elżbiety Plackowskiej

Prawie pięć lat od tragicznych wydarzeń Polka z Naperville została uznana winną podwójnego morderstwa. Elżbieta Plackowska zadała śmiertelne rany nożem swojemu 7-letniemu synowi i 5-letniej dziewczynce, którą się opiekowała.

Wyrok zapadł w środę w sądzie powiatu DuPage po trwającym dwa tygodnie procesie, w którym obrona starała się udowodnić, że 45-letnia Elżbieta Plackowska przeszła załamanie nerwowe i była niepoczytalna w chwili popełniania zbrodni.

Sędzia Robert Miller orzekł, że możliwe jest, iż oskarżona była chora psychicznie, ale kiedy zadawała śmiertelne rany nożem swojemu 7-letniemu synowi Justinowi i 5-letniej Olivii Dworakowski, którą się opiekowała, jej działania były wynikiem świadomych decyzji.

Uznał, że kobieta jest winna podwójnego morderstwa pierwszego stopnia. Plackowska wyrok przyjęła bez okazywania dużych emocji.

Sędzia stwierdził także, że kobieta jest winna również okrucieństwa wobec zwierząt. Oprócz dzieci ugodzonych nożem ponad 100 razy zasztyletowała wieczorem 30 października 2012 roku jeszcze dwa psy: swojego i Olivii Dworakowskiej, którą się opiekowała. Do zbrodni doszło w mieszkaniu dziewczynki.

Sędzia Miller wyrok ogłosił po ponad trzech godzinach po zakończeniu mowy końcowej prokuratury i obrońców z urzędu. Adwokaci twierdzili, że Plackowska przeszła psychiczne załamanie z powodu śmierci ojca w Polsce na kilka tygodni przed popełnieniem morderstwa.

Matka zamordowanej dziewczynki, Marta Dworakowska, była pierwszym świadkiem w procesie. Opisała, jak kilka miesięcy wcześniej znalazła ogłoszenie Plackowskiej w polskiej gazecie. Jako samotna matka, która pracowała jako pielęgniarka, potrzebowała pomocy w opiece nad dzieckiem.

Zarówno ona jak i jej były mąż, spotkali się z Plackowską i jej rodziną. Ich córka pokochała nową opiekunkę i zaczęła ją nazywać ciocią.

Plackowska powiedziała, że "traktuje Olivię jak swoje własne dziecko" - zeznała Marta Dworakowska. Ale kobieta nie była do końca zadowolona z jej usług i planowała znaleźć inną opiekunkę do dzieci.

W dniu morderstwa, 30 października 2012 r., zaniepokoiła się, gdy po powrocie z pracy około godz. 10 wieczorem, nie zobaczyła samochodu oskarżonej zwykle zaparkowanego na ulicy. Dworakowska nie mogła dostać się do swojego mieszkania, bo było zamknięte na dodatkowy, zwykle nieużywany zamek.

Nie mogąc się skontaktować z oskarżoną, pojechała do jej mieszkania, a następnie zawiadomiła policję.

Funkcjonariusze weszli do mieszkania Marty Dworakowskiej i znaleźli tam zamordowane dzieci oraz dwa martwe psy.

Dzieci skakały na łóżku, gdy do sypialni weszła Plackowska, kazała im uklęknąć i modlić się - opisywał prokurator powiatu DuPage, Robert Berlin.

Pierwsze ciosy nożem zadała własnemu synowi. Następnie zwróciła się w stronę 5-letniej Olivii, która była świadkiem pierwszej zbrodni. Na ciele dziewczynki znaleziono 50 ran kłutych.

Przed popełnieniem podwójnego morderstwa Plackowska zabrała dzieci do pobliskiego kościoła St. Elizabeth Seton. Powróciła tam już po dokonaniu zbrodni, zostawiła także wiadomość księdzu, z którym wcześniej rozmawiała, następnie – cała pokryta krwią – udała się do domu znajomych, gdzie był jej starszy syn. To on zawiadomił policję, po tym jak w samochodzie matki znalazł zakrwawiony nóż.

W czasie przesłuchania oskarżona podała kilka sprzecznych wyjaśnień. Najpierw przekonywała, iż do domu włamał się mężczyzna, który następnie popełnił zbrodnie na dzieciach. Później jednak zmieniła zeznania. Wspomniała o kłótni z mężem, który jest kierowcą ciężarówki oraz o śmierci swego ojca. 

W toku procesu powołani biegli tłumaczyli, że Plackowska czuła się niedoceniana przez męża, którego często nie było w domu. Trzecia wersja mówi o głosach, które słyszała w domu i wokół niego. Uznała, że dzieci są opętane przez diabła.

"Zabijała to, co ją prześladowało od kilku tygodni - diabła" - powiedział asystent obrońcy z urzędu, Gerge Ford.

Elżbieta Plackowska mogła działać w afekcie kierując się emocjami i ogromnymi pokładami złości – wynika z zeznań biegłego psychiatry. Doktor Alex Obolsky określił 45-letnią Plackowską jako kobietę o narcystycznej osobowości, mającą problemy z alkoholem. Swoją diagnozę sporządził na podstawie rozmów, które miał przeprowadzić z kobietą w więzieniu. Doktor Obolsky odrzucił także twierdzenia oskarżonej o rzekomych halucynacjach, które sprowokowały ją do zabicia dzieci.

"Nikt nie doceniał oskarżonej, a ona była zła - była zła na świat - i to jest właśnie to, co z tym zrobiła" - powiedział prokurator Berlin. Elżbiecie Plackowskiej grozi dożywocie. Do sądu prowróci 21 października.

JT