Kiedy Michael Haskell kupował swój pierwszy opuszczony boks magazynowy (storage), ryzykował niewiele – zapłacił zaledwie 10 dolarów. Znalezioną w środku butlę z dwutlenkiem węgla sprzedał za 40. Dwa lata później jego nietypowy biznes przynosi już sześciocyfrowe przychody, a dom jego matki przypomina skrzyżowanie antykwariatu, magazynu i sklepu internetowego.
Michael ma 18 lat i właśnie skończył szkołę średnią. W 2025 roku jego firma Mike’s Unique Treasures uzyskała około 135 tys. dolarów przychodu ze sprzedaży na eBayu i aukcjach. Od początku tego roku do połowy lipca było to kolejne 85 tys. dolarów – wynika z dokumentów przedstawionych CNBC Make It.
Pomysł nie pojawił się jednak zupełnie przypadkowo. Haskell od dziecka próbował zarabiać na handlu. Sprzedawał w internecie książki, kupował rzadsze zestawy LEGO i czekał, aż po wycofaniu z produkcji wzrośnie ich wartość. Jak mówi, nie wiedział dokładnie, czym będzie zajmował się w przyszłości, ale zawsze przypuszczał, że będzie pracował na własny rachunek.
Chciał wyróżnić się na tle innych
Do handlu zawartością opuszczonych magazynów popchnęła go również... konkurencja przy rekrutacji na studia. Haskell widział wokół siebie uczniów ze świetnymi ocenami i zastanawiał się, czym może się od nich odróżnić.
Pomógł przypadek. Zobaczył powtórkę programu „Storage Wars”, którego bohaterowie licytują zawartość magazynów pozostawionych przez klientów. W 2024 roku postanowił spróbować sam.
Szybko okazało się, że rzeczywistość jest znacznie mniej efektowna niż telewizja, ale może być równie dochodowa. Właściciele magazynów wystawiają na aukcje boksy, za które klienci przestali płacić. Kupujący zwykle może zobaczyć zdjęcia, lecz nie ma możliwości dokładnego sprawdzenia zawartości. Licytuje więc trochę jak poszukiwacz skarbów – na podstawie tego, co uda mu się dostrzec.
Haskell najczęściej płaci za magazyn nie więcej niż 500 dolarów. Potem trzeba go opróżnić, wszystko przewieźć, posegregować, wycenić, sfotografować i wystawić na sprzedaż. Obecnie zajmuje mu to około 20–25 godzin tygodniowo.
Magazyn, który zmienił wszystko
Największy „skarb” znalazł na początku swojej przygody. Za 450 dolarów kupił zawartość magazynu, który – jak później ustalił – należał do nieżyjącego już nowojorskiego handlarza sztuką Andrew Crispo.
Wśród przedmiotów znajdował się obraz Mana Raya, jednego z najważniejszych artystów dadaizmu i surrealizmu, oraz kilka szkiców amerykańskiego malarza Walta Kuhna. Łącznie dzieła sprzedano za około 36 tys. dolarów.
To właśnie wtedy rodzice Haskella przekonali się, że hobby syna może być czymś więcej niż zabawą. On sam przyznaje, że od tamtej pory, jadąc po kolejny zakup, zastanawia się, czy przypadkiem nie trafił na „następnego Crispo”.
Nie liczy jednak wyłącznie na szczęście. Przed licytacją analizuje widoczne na zdjęciach przedmioty i próbuje na ich podstawie odtworzyć historię właściciela. Czasem drobiazg, który sam nie ma większej wartości, może być wskazówką, że głębiej w magazynie znajdują się cenniejsze rzeczy.
Wspólnie ze znajomymi stworzył nawet narzędzie wykorzystujące sztuczną inteligencję do wyszukiwania aukcji, które mogą być powiązane ze znanymi nazwiskami. Do wyceny znalezisk używa m.in. Google Lens, ChatGPT oraz informacji o podobnych przedmiotach sprzedawanych na eBayu.
Kilka tysięcy książek i medal, którego nie sprzeda
Problemem stało się miejsce. Większość towaru trafia do domu jego matki w New Jersey. Garaż wypełniają regały z butami, pamiątkami z czasów zimnej wojny i najróżniejszymi drobiazgami. W korytarzu stoją pudła, płyty winylowe i meble. Samych książek może być od dwóch do trzech tysięcy. Niektóre przedmioty sprzedają się po dwóch tygodniach, inne czekają na kupca dwa lata.
Nie wszystko Haskell traktuje jednak jak towar. W jednym z magazynów znalazł Purple Heart – odznaczenie wojskowe przyznawane żołnierzom rannym lub poległym w walce. Próbował odnaleźć rodzinę właściciela, korzystając z adresu znalezionego na jednej z paczek. Nikt nie odpowiedział. Medalu nie chce sprzedać.
Ta historia stała się później tematem jego eseju rekrutacyjnego na studia. Haskell został przyjęty na Emory University w Atlancie, gdzie jesienią rozpocznie naukę.
Nie wie jeszcze, czy będzie w stanie kontynuować dotychczasowy biznes. Dwa lata przeglądania cudzych rzeczy nauczyły go natomiast czegoś, czego się nie spodziewał. Sam kupuje dziś mniej. Częściej wybiera używane meble czy ubrania i uważa, że Amerykanie gromadzą zdecydowanie za dużo nowych przedmiotów.
Paradoksalnie więc nastolatek, który zarabia na tym, czego inni nie potrafili lub nie zdążyli się pozbyć, doszedł do bardzo prostej zasady: jeśli rzecz nie ma wartości finansowej ani sentymentalnej, być może wcale nie warto jej przechowywać.