Na to pytanie prawdopodobnie każdy potrafi sobie sam odpowiedzieć, jednak od czasu do czasu temat ten powraca wśród polityków, zwłaszcza przed wyborami. Tym razem też w kilku stanach politycy obiecują całkowitą likwidację podatku od nieruchomości dla właścicieli domów. Brzmi kusząco, ale jak wskazują obeznani z tematem eksperci, ktoś i tak będzie musiał te pieniądze w jakiś sposób zapłacić.
Już kilka amerykańskich stanów rozważa radykalny krok – całkowitą likwidację podatku od nieruchomości dla właścicieli domów jednorodzinnych. Georgia, Floryda, Teksas i Dakota Północna już oficjalnie ogłosiły takie plany, a w Ohio i Oklahomie trwają przygotowania do referendum w tej sprawie.
Dlaczego teraz?
Powód jest prosty: gwałtowny wzrost wartości nieruchomości w ostatnich latach oznacza znacznie wyższe rachunki podatkowe. Dla 65-letniego emeryta roczny podatek od nieruchomości w wysokości 3000 dolarów przy rocznym dochodzie 30 tysięcy dolarów to poważne obciążenie, podobnie jak dla milionów innych osób i ich rodzin.
Republikańscy politycy we wspomnianych stanach celnie trafiają w nastroje takich wyborców. „Nikt nigdy nie powinien stracić domu, bo nie może zapłacić czynszu rządowi” – argumentuje Jon Burns, republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Georgii.
Ale... skąd wziąć pieniądze?
Problem w tym, że podatki od nieruchomości to gigantyczne kwoty. Samo zniesienie podatku dla właścicieli domów jednorodzinnych w Georgii oznaczałoby utratę 5,2 miliarda dolarów rocznie. To ponad jedna czwarta wszystkich podatków od nieruchomości w tym stanie - łącznie zebrano tam w 2024 roku 19,9 miliarda. W skali całego kraju mówimy o dziesiątkach miliardów dolarów.
Te pieniądze trafiają głównie do szkół publicznych i samorządów lokalnych, które finansują z nich nauczycieli, straż pożarną, policję, drogi czy oświetlenie ulic. Pytanie brzmi: skąd wziąć zastępcze źródło dochodu?
Propozycje są różne. Dakota Północna ma luksus w postaci 13,4 miliarda dolarów w funduszu oszczędnościowym z podatków od wydobycia ropy. Stamtąd finansuje coraz wyższe ulgi podatkowe, które w zeszłym roku całkowicie zniosły podatki dla 50 tysięcy gospodarstw domowych.
Ale większość stanów nie ma takiego szczęścia. Georgia planuje przerzucić ciężar na podatek od sprzedaży. Problem? W wielu miejscowościach osiągnięto już limit możliwych do nałożenia podatków od sprzedaży. Nie wszystkie gminy i okręgi szkolne będą w stanie odzyskać utracone dochody.
Floryda z kolei twierdzi, że samorządy po prostu zbyt dużo wydają i powinny zacisnąć pasa. Lokalni urzędnicy protestują, kwestionując te wyliczenia.
Znowu te same obietnice
„Jesteśmy w erze rewolty podatkowej, co nie jest niczym nowym. Widzieliśmy takie bunty w przeszłości” – mówi Manish Bhatt z Tax Foundation, waszyngtońskiego think tanku zajmującego się polityką podatkową.
Rzeczywiście, historia się powtarza. W 1978 roku Kalifornia przyjęła słynną Proposition 13, która ograniczała wysokość podatków od nieruchomości. Ale co istotne: poprzednie tzw. rewolty podatkowe zwykle pojawiały się tuż przed wyborami... i rzadko kończyły się rewolucją.
W Dakocie Północnej podobna inicjatywa przegrała w referendum w 2024 roku. W Nebrasce nie udało się nawet zebrać wystarczającej liczby podpisów. W Michigan inicjatywa prawdopodobnie również nie trafi do głosowania.
Na hasłach zniesienia podatków wygrywają głównie głoszący je politycy uzyskujący w wyborach poparcie od sfrustrowanych obciążeniami finansowymi mieszkańców.
Kto naprawdę zapłaci?
Eksperci są sceptyczni. „Myślę, że całkowita likwidacja podatku od nieruchomości będzie bardzo trudna w większości stanów i niepożądana w większości miejsc” – ocenia Adam Langley z Lincoln Institute of Land Policy.
Przerzucenie ciężaru z podatku od nieruchomości na podatek od sprzedaży oznacza, że więcej zapłacą niekoniecznie ci, którzy mają droższe domy. To może być niesprawiedliwe społecznie.
Poza tym lokalne władze i szkoły mogłyby nadal wysyłać rachunki za określone usługi, jak wywóz śmieci czy ochronę przeciwpożarową. Autorzy projektów nie nazywają tego podatkiem, ale dla właścicieli domów różnica może być czysto kosmetyczna - zamiast jednego podatku będą płacić kilka osobnych, obowiązkowych rachunków.
Historia pokazuje, że wielkie obietnice wyborcze rzadko kończą się rewolucją. Najprawdopodobniej i tym razem większość tych planów pozostanie tylko na papierze.
Czy Illinois coś planuje?
Senator stanowy Neil Anderson (republikanin) przedstawił w ubiegłym roku projekt znoszący podatek dla osób posiadających dom jednorodzinny przez co najmniej 30 lat.
„Ten kraj został zbudowany na fundamentach praw własności i w pewnym momencie musisz być prawdziwym właścicielem swojej nieruchomości” - tłumaczył Anderson.
Jednak sam autor ustawy wskazał na niewielkie szanse na jej przyjęcie. „Jeśli kompromisem miałoby być wydłużenie okresu do 50 lat, przyjmę to jako punkt wyjścia” - mówi, sugerując gotowość do negocjacji. Jak dotąd sprawa nie ruszyła do przodu.
Jak widać, nawet w Illinois, gdzie obciążenia podatkowe od nieruchomości są jednymi z najwyższych w kraju, szanse na rewolucję są minimalne.