Komisja Wolności Religijnej powołana przez Donalda Trumpa, złożona głównie z konserwatywnych chrześcijan związanych ze środowiskami ewangelikalnymi wspierającymi obecną administrację, proponuje odejście od dotychczasowego rozumienia rozdziału państwa od kościoła, czemu dała wyraz w opublikowanym raporcie. Jego autorzy twierdzą, że koncepcja ta jest błędną interpretacją prawa, a Amerykanie powinni postrzegać religię jako fundament życia społecznego, pamiętając o „Stwórcy, który obdarza nas prawami”. W praktyce oznaczałoby to m.in. większą obecność chrześcijaństwa w szkołach publicznych, łatwiejsze eksponowanie symboli religijnych oraz możliwość oficjalnego popierania kandydatów przez kościoły korzystające ze zwolnień podatkowych.
Raport nie zmienia obowiązującego prawa. Jest zbiorem rekomendacji dla administracji i może wyznaczać kierunek przyszłych działań Departamentu Sprawiedliwości oraz ewentualnych inicjatyw legislacyjnych. Nie proponuje ustanowienia religii państwowej, ale postuluje znacznie większą obecność religii, przede wszystkim chrześcijaństwa, w instytucjach publicznych oraz odejście od dotychczasowego, szerokiego rozumienia zasady oddzielającej państwo od wspólnot religijnych.
Co proponuje raport?
Dokument rekomenduje Departamentowi Sprawiedliwości wydanie wytycznych promujących interpretację konstytucji zgodną z tzw. oryginalizmem — podejściem zakładającym, że jej zapisy należy rozumieć zgodnie z intencją i znaczeniem, jakie miały w chwili uchwalenia, choć historycy podkreślają, że sami twórcy konstytucji nie byli w tej kwestii zgodni.
Wśród konkretnych propozycji znalazły się m.in.:
- zwolnienie organizacji religijnych współpracujących z rządem z obowiązku przestrzegania części przepisów antydyskryminacyjnych, jeśli pozostają one w sprzeczności z ich przekonaniami religijnymi;
- dopuszczenie religijnych symboli w szkołach publicznych, ze szczególnym wskazaniem na Dziesięcioro Przykazań;
- przywrócenie do służby oraz wypłata odszkodowań żołnierzom ukaranym za odmowę szczepień z powodów religijnych;
- zniesienie tzw. poprawki Johnsona z 1954 roku, zakazującej organizacjom zwolnionym z podatku — w tym kościołom — oficjalnego popierania kandydatów politycznych.
Przewodniczący komisji, republikański wicegubernator Teksasu Dan Patrick, zapowiedział podczas konferencji w Białym Domu, że każdy urzędnik powołujący się na naruszenie zasady rozdziału państwa od kościoła powinien wskazać konkretny przepis konstytucji, który został złamany — sugerując, że taki przepis po prostu nie istnieje.
Warto zaznaczyć, że sformułowanie „rozdział państwa od kościoła" rzeczywiście nie występuje w konstytucji USA. Zasada ta pochodzi jednak z Pierwszej Poprawki, która zabrania władzom ustanawiania religii państwowej. Od ponad dwóch stuleci trwa spór o to, jak daleko sięga ten zakaz i gdzie przebiega granica między ochroną wolności religijnej a zakazem faworyzowania jednej religii przez państwo.
Więcej religii w życiu publicznym
Raport wpisuje się w działania części konserwatywnych środowisk chrześcijańskich, przede wszystkim ewangelikalnych, które są blisko związane z obecną administracją i od kilku lat zabiegają o zwiększenie obecności chrześcijaństwa w życiu publicznym. Sprzyja temu również seria orzeczeń Sądu Najwyższego z ostatnich lat, które szerzej interpretują prawa wynikające z wolności religijnej.
W praktyce oznacza to m.in. przyjmowanie przez kolejne stany przepisów nakazujących umieszczanie Dziesięciorga Przykazań w klasach szkół publicznych czy umożliwiających uczniom uczestnictwo w lekcjach religii w trakcie dnia szkolnego. W maju Biały Dom był również gospodarzem całodniowego festiwalu modlitewnego środowisk ewangelikalnych na National Mall w Waszyngtonie z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych.
Sama komisja, powołana przez Trumpa w ubiegłym roku, składa się wyłącznie z konserwatywnych chrześcijan oraz jednego przedstawiciela judaizmu ortodoksyjnego. Nie ma w niej przedstawicieli głównych nurtów protestantyzmu, katolików reprezentujących bardziej umiarkowane środowiska, islamu, hinduizmu, buddyzmu ani organizacji reprezentujących osoby niereligijne. To właśnie skład komisji stał się jednym z głównych powodów krytyki.
W lutym koalicja organizacji reprezentujących inne wspólnoty religijne, środowiska międzywyznaniowe oraz osoby niewierzące złożyła pozew przeciwko administracji, zarzucając komisji brak przejrzystości i różnorodności wymaganej od federalnych ciał doradczych.
Wielebny Paul Raushenbush, jeden z powodów w tej sprawie i szef organizacji Interfaith Alliance, ocenił raport jako odzwierciedlający wąski, chrześcijańsko-nacjonalistyczny punkt widzenia oraz stwierdził, że komisja została powołana niezgodnie z obowiązującymi zasadami.
Poprawka Johnsona – dlaczego budzi tyle emocji?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów raportu jest propozycja zniesienia poprawki Johnsona. Przyjęty w 1954 roku przepis zabrania kościołom i innym organizacjom zwolnionym z podatku oficjalnego popierania konkretnych kandydatów politycznych. Nie ogranicza jednak duchownych w poruszaniu z ambony tematów moralnych, społecznych czy politycznych.
Zwolennicy zmian przekonują, że obecne przepisy niesłusznie ograniczają wolność wypowiedzi duchownych i sprawiają, że kościoły obawiają się zabierania głosu w okresie kampanii wyborczych.
Krytycy odpowiadają, że problem dotyczy przede wszystkim finansów i przejrzystości życia publicznego. Andrew Daugherty, baptystyczny pastor i publicysta, zwraca uwagę, że kościoły korzystają ze zwolnienia z podatków federalnych i nie mają obowiązku ujawniania swoich darczyńców. Jego zdaniem zniesienie poprawki Johnsona mogłoby umożliwić wykorzystywanie tych organizacji jako kanału finansowania kampanii wyborczych z wykorzystaniem darowizn odliczanych od podatku, bez obowiązujących komitety wyborcze wymogów ujawniania źródeł finansowania.
Daugherty wpisuje ten argument w szerszą debatę o kondycji amerykańskich wspólnot religijnych. Powołując się na badania Pew Research Center z 2024 roku, wskazuje, że najszybciej rosnącą grupę stanowią osoby nieidentyfikujące się z żadnym wyznaniem. Jego zdaniem spadek zaufania do instytucji religijnych wiąże się między innymi z ich coraz większym zaangażowaniem w politykę.
Dwie wizje wolności religijnej
Zwolennicy raportu, w tym wiceprzewodniczący komisji Ben Carson, przedstawiają działania administracji jako historyczny krok w obronie wolności religijnej. Carson odwołuje się przy tym do Deklaracji Niepodległości, która mówi o prawach człowieka nadanych przez Stwórcę, a nie przez rząd. Donald Trump wielokrotnie podkreślał również, że swoje zwycięstwa wyborcze w dużej mierze zawdzięcza poparciu środowisk ewangelikalnych.
Przeciwnicy — zarówno prawnicy reprezentujący organizacje pozywające administrację, jak i część środowisk religijnych — ostrzegają przed odwrotnym skutkiem. Ich zdaniem zacieranie granicy między państwem a religią może nie tyle wzmocnić wiarę, ile uczynić ją narzędziem walki politycznej, osłabiając jej autorytet moralny.
Administracja mierzy się obecnie z siedmioma odrębnymi pozwami dotyczącymi swoich działań związanych z religią, wniesionymi m.in. przez organizację Americans United for Separation of Church and State.
Spór dotyczy więc nie tylko interpretacji Pierwszej Poprawki, ale również fundamentalnego pytania o to, jak powinny wyglądać relacje między religią a państwem we współczesnych Stanach Zjednoczonych.