Politycy chcą zostawić czas letni. Większość ekspertów od snu uważa, że lepszy byłby czas zimowy.
Izba Reprezentantów USA zrobiła kolejny krok w kierunku zakończenia corocznego przestawiania zegarków. We wtorek stosunkiem głosów 308 do 117 przyjęła ustawę Sunshine Protection Act of 2025, która pozostawiłaby w całym kraju na stałe czas letni. Choć projekt zyskał szerokie, dwupartyjne poparcie, kontrowersji nie brakuje. O ile politycy w większości chcą raz na zawsze zlikwidować zmianę czasu właśnie w tej formie, o tyle wielu specjalistów zajmujących się snem i rytmem biologicznym przekonuje, że jeśli już rezygnować z przestawiania zegarków, należałoby pozostawić przez cały rok czas standardowy, czyli zimowy. Teraz decyzja należy do Senatu, gdzie los ustawy jest znacznie mniej pewny.
Co dokładnie przyjęła Izba
Ustawa znosi obowiązek dwukrotnej, corocznej zmiany czasu i wprowadza na stałe czas letni (daylight saving time) — czyli ten, który obowiązuje obecnie od marca do listopada. Innymi słowy: zniknęłoby jesienne „cofanie” zegarków i wiosenne przesuwanie ich o godzinę do przodu. Przez cały rok obowiązywałby obecny czas letni, zapewniający dłuższe, jaśniejsze wieczory.
To ważne rozróżnienie, bo w Kongresie funkcjonują obecnie dwa zupełnie różne pomysły na zakończenie zmiany czasu:
- Sunshine Protection Act – projekt właśnie przyjęty przez Izbę, przewidujący stały czas letni.
- Sunshine for Our Kids Act of 2026 – odrębny, dwupartyjny projekt zakładający stały czas standardowy (zimowy).
To właśnie tutaj pojawia się największy paradoks całej debaty. Większość organizacji zrzeszających specjalistów od medycyny snu i chronobiologii od lat opowiada się za pozostawieniem na stałe czasu standardowego, podczas gdy Kongres po raz kolejny próbuje wprowadzić rozwiązanie dokładnie odwrotne.
Czy dotyczy to wszystkich stanów?
Ustawa przewiduje możliwość opt-out, czyli rezygnacji przez poszczególne stany z nowych zasad przed ich wejściem w życie i pozostania przy obecnym systemie sezonowej zmiany czasu. To istotna różnica względem obowiązujących przepisów. Dziś stany mogą zrezygnować jedynie z czasu letniego i pozostać przez cały rok przy czasie standardowym — tak zrobiły Hawaje i większość Arizony. Nie mogą natomiast samodzielnie wprowadzić stałego czasu letniego bez zgody Kongresu. Prawie 20 stanów uchwaliło już przepisy, które weszłyby w życie po uzyskaniu takiego federalnego przyzwolenia.
Co zmieni się w praktyce
Największą różnicę Amerykanie odczuliby od listopada do marca. To właśnie wtedy obecnie obowiązuje czas standardowy. Po zmianach zimą słońce wschodziłoby i zachodziłoby według zegarka o godzinę później niż obecnie. Oznaczałoby to jeszcze ciemniejsze poranki, ale za to dłuższe, jaśniejsze popołudnia i wieczory.
Skąd te obawy? Historia już to przerabiała
Nie byłaby to pierwsza taka próba. W 1974 roku, podczas kryzysu naftowego, prezydent Richard Nixon podpisał ustawę wprowadzającą stały czas letni. Początkowy entuzjazm szybko jednak ustąpił miejsca krytyce. Po serii wypadków, w tym potrąceń dzieci idących rano do szkoły po ciemku, Kongres wycofał się z tego rozwiązania jeszcze przed upływem roku.
To właśnie doświadczenia sprzed ponad pół wieku są dziś jednym z najczęściej przywoływanych argumentów przeciwników ustawy.
Senator Tom Cotton, republikanin reprezentujący stan Arkansas, zapowiedział już, że ma podobne obawy i będzie zabiegał o to, aby lider większości w Senacie nawet nie poddawał projektu pod głosowanie. Jego zdaniem stały czas letni przesunąłby zimowe wschody słońca na „absurdalnie późną godzinę”, zmuszając dzieci do chodzenia do szkoły po ciemku lub szkoły do opóźniania rozpoczęcia zajęć. Lider większości John Thune przyznał z kolei, że nawet wśród republikanów nie ma w tej sprawie jednomyślności.
Plusy i minusy
To jedna ze spraw, w której argumenty polityków i specjalistów nie do końca się pokrywają.
Zwolennicy ustawy wskazują przede wszystkim na dłuższe, jasne wieczory sprzyjające aktywności na świeżym powietrzu, turystyce i lokalnej gospodarce, szczególnie w takich stanach jak Floryda; koniec uciążliwego przestawiania zegarków, które badania wiążą z krótkotrwałym wzrostem liczby wypadków drogowych, zawałów serca i problemów ze snem; czy oszczędność czasu i kosztów związanych z dwukrotną zmianą czasu.
Specjaliści od snu i chronobiologii zwracają jednak uwagę na inne kwestie. Organizacje takie jak American Academy of Sleep Medicine od lat podkreślają, że dla ludzkiego organizmu korzystniejszy jest stały czas standardowy. Poranne światło słoneczne pomaga regulować wydzielanie melatoniny i synchronizować zegar biologiczny. Ciemniejsze poranki przez kilka miesięcy w roku mogą pogarszać jakość snu, nastrój oraz koncentrację.
Problem byłby szczególnie odczuwalny w północnych stanach, takich jak Illinois, Wisconsin czy Michigan. Tam zimą słońce wschodziłoby tak późno, że wiele osób rozpoczynałoby dzień jeszcze w całkowitych ciemnościach. Dzieci szłyby do szkoły, a dorośli do pracy przed wschodem słońca przez znaczną część zimy.
Dodatkowo część stanów i legislatorów obawia się komplikacji organizacyjnych, jeśli sąsiadujące stany wybiorą różne rozwiązania.
To nie tylko przestawianie zegarków. Gdyby jedne kraje lub stany wybrały stały czas letni, inne stały czas zimowy, a jeszcze inne pozostały przy sezonowych zmianach, różnice czasu między nimi przestałyby być stałe przez cały rok. Oznaczałoby to dodatkowe utrudnienia dla lotnictwa, kolei, biznesu i wszystkich, którzy na co dzień współpracują z partnerami w innych częściach świata lub kraju.
Jak wygląda to na świecie
Stany Zjednoczone nie są jedynym krajem dyskutującym o odejściu od sezonowej zmiany czasu.
Unia Europejska od 2018 roku próbuje wypracować wspólne rozwiązanie, jednak państwa członkowskie nadal nie potrafią uzgodnić, czy pozostawić na stałe czas letni czy standardowy. Z tego powodu zmiana czasu nadal obowiązuje.
W wielu innych krajach — m.in. w Turcji, Rosji, Meksyku czy Brazylii — z sezonowego przestawiania zegarków zrezygnowano już wcześniej, choć nie wszystkie wybrały ten sam wariant czasu.
Obecnie sezonową zmianę czasu stosuje około 40 procent państw świata, a globalny trend wydaje się zmierzać raczej w kierunku stopniowego odchodzenia od tej praktyki niż jej utrzymywania.
Teraz ruch należy do Senatu
Podobna ustawa została już raz jednomyślnie przyjęta przez Senat w 2022 roku, jednak nie doczekała się głosowania w Izbie Reprezentantów. Tym razem sytuacja się odwróciła — Izba powiedziała „tak”, a teraz decyzja należy do Senatu.
Prezydent Donald Trump otwarcie popiera projekt i zapowiedział, że będzie zabiegał o jego podpisanie. Nie oznacza to jednak, że ustawa ma zapewnioną drogę do Białego Domu. W Senacie nie brakuje sceptyków, a część republikanów otwarcie wyraża wątpliwości.
Na razie więc przygotujmy się do kolejnego przestawienia zegarków w listopadzie. To, czy będzie ono jednym z ostatnich w historii, zależy już od decyzji Senatu.