W najbliższych dniach możemy ponownie zobaczyć średnie krajowe ceny przekraczające symboliczny poziom 4 dolarów za galon. Choć różnica kilku centów może wydawać się niewielka, właśnie ta granica od lat uchodzi w USA za psychologiczny próg, po którego przekroczeniu paliwo zaczyna być postrzegane jako wyjątkowo drogie. Dla wielu rodzin oznacza to zauważalnie wyższe wydatki na codzienne dojazdy do pracy i szkoły, a dla całej gospodarki – ryzyko wzrostu kosztów transportu i cen wielu towarów, czyli wyższą inflację.
Dla kierowców w Illinois wzrost cen nie będzie oznaczał powrotu powyżej 4 dolarów, ponieważ w naszym stanie średnia cena benzyny już od dłuższego czasu utrzymuje się powyżej tego poziomu. Wynika to przede wszystkim z jednych z najwyższych w kraju podatków od paliw oraz wyższych kosztów dystrybucji, zwłaszcza w rejonie Chicago. Oznacza to jednak, że ewentualne dalsze podwyżki będą odczuwalne jeszcze bardziej niż w większości innych stanów.
Według piątkowych danych GasBuddy krajowa średnia cena benzyny regular wynosił tego dnia około 3,98 dolara za galon, a analitycy spodziewają się dalszych podwyżek. Patrick De Haan z GasBuddy ocenia, że średnia może osiągnąć 4 dolary już w ciągu najbliższego tygodnia. Jednocześnie prognozy nie wskazują na razie na gwałtowny powrót rekordowych cen z poprzednich kryzysów energetycznych. Rynek zakłada raczej stopniowe podwyżki, których skala będzie zależała od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Bliski Wschód ponownie wpływa na ceny paliw
Za wzrostami stoi ponowna eskalacja konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem oraz kolejne zakłócenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Przez ten wąski przesmyk transportowana jest znaczna część światowego eksportu ropy naftowej, dlatego każda blokada lub zagrożenie dla żeglugi niemal natychmiast odbija się na cenach surowca.
Po wznowieniu działań wojennych ruch tankowców przez cieśninę gwałtownie się zmniejszył. Dane firm monitorujących żeglugę wskazują, że liczba przepływających statków spadła o ponad połowę w porównaniu z okresem sprzed najnowszej eskalacji konfliktu. Samo ryzyko zakłóceń wystarczyło, by inwestorzy zaczęli kupować kontrakty na ropę, podbijając jej cenę.
Notowania ropy Brent wzrosły do blisko 86 dolarów za baryłkę – najwyższego poziomu od połowy czerwca. Również amerykańska ropa WTI wyraźnie podrożała. Jeśli ceny ropy utrzymują się na podwyższonym poziomie przez kilka dni lub tygodni, z pewnym opóźnieniem zdrożeje także benzyna na stacjach.
Problemem nie jest tylko ropa
Obecna sytuacja jest bardziej skomplikowana niż prosta zależność między ceną ropy a ceną benzyny. Istotnym problemem pozostaje ograniczona produkcja paliw. W czasie działań wojennych uszkodzonych zostało wiele rafinerii na Bliskim Wschodzie, a część z nich nadal nie wróciła do pełnej pracy.
Oznacza to, że nawet jeśli ropa jest dostępna, możliwości jej przerobu na benzynę i olej napędowy pozostają ograniczone. Według JPMorgan na świecie nadal wyłączona jest znaczna część mocy przerobowych rafinerii, przez co rynek paliw jest znacznie bardziej wrażliwy na kolejne zakłócenia dostaw.
Jednocześnie Stany Zjednoczone znajdują się w stosunkowo dobrej sytuacji. Amerykańskie rafinerie pracują obecnie niemal pełną parą, wykorzystując około 96 procent swoich możliwości produkcyjnych. Dzięki temu kraj jest lepiej przygotowany na krótkotrwałe zakłócenia niż wiele innych regionów świata. Nie oznacza to jednak, że amerykański rynek jest odporny na wydarzenia za granicą. Ropa jest surowcem notowanym globalnie, dlatego jej cena rośnie niemal wszędzie jednocześnie.
Analitycy zwracają uwagę, że obecnie rynek reaguje przede wszystkim na ryzyko. Jeżeli statki nadal będą mogły przepływać przez Cieśninę Ormuz, wzrost cen może okazać się ograniczony. Gdyby jednak doszło do dłuższej blokady, do cen ropy zostałaby doliczona znacznie wyższa tzw. premia za ryzyko, co mogłoby przełożyć się na kolejne podwyżki na stacjach paliw.
Prognozy zmieniły się w kilka dni
Jeszcze na początku lipca prognozy wyglądały zupełnie inaczej. Po podpisaniu porozumienia między USA i Iranem amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) spodziewała się spadku średnich cen benzyny do około 3,60 dolara za galon w drugiej połowie roku oraz obniżenia ceny ropy Brent do około 74 dolarów za baryłkę.
Jednak kilka dni wystarczyło, aby rynek całkowicie zmienił swoje oczekiwania. Dziś większość analityków zakłada dalszy wzrost cen, choć ich zdaniem wiele będzie zależało od tego, czy obecny kryzys pozostanie ograniczony, czy przerodzi się w dłuższą konfrontację.
Rosnące ceny paliw mają również wymiar polityczny. Koszty życia pozostają jednym z najważniejszych tematów dla amerykańskich wyborców, dlatego każdy większy wzrost cen benzyny staje się problemem dla administracji i kandydatów Partii Republikańskiej przed jesiennymi wyborami do Kongresu.
Droższe paliwo to nie tylko koszt tankowania
Wyższe ceny paliw zwiększają koszty transportu ciężarowego, przewozów kolejowych i dostaw towarów, a z czasem część tych wydatków trafia do cen żywności, usług i produktów codziennego użytku. Z tego powodu ekonomiści uważnie obserwują rynek paliw jako jeden z czynników mogących ponownie zwiększyć presję inflacyjną.
Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics, ostrzega, że jeśli zakłócenia w Cieśninie Ormuz utrzymają się przez kilka tygodni, światowe zapasy ropy zaczną szybko się kurczyć. W takim scenariuszu ceny paliw mogłyby wzrosnąć znacznie bardziej niż obecnie przewidują analitycy, a w niektórych regionach świata mogłyby pojawić się nawet problemy z fizyczną dostępnością surowca.
Na razie większość ekspertów nie spodziewa się powrotu rekordowych cen obserwowanych podczas wcześniejszych kryzysów energetycznych. Rynek zakłada raczej umiarkowany wzrost, którego symbolem może stać się ponowne przekroczenie granicy 4 dolarów za galon.
źródła: Reuters, GasBuddy, MarketWatch, Barron's