Aplikacje, które mają dawać poczucie bezpieczeństwa w świecie samotnych ludzi
Coraz więcej osób codziennie potwierdza w telefonie, że… wciąż żyje. Na tym polega idea aplikacji takich jak Demumu – dawniej znanej pod angielską nazwą „Are You Dead?”. Dla wielu użytkowników nie jest to ponury żart, lecz praktyczne narzędzie i subtelna odpowiedź na narastające poczucie samotności.
Johnny Miller, 57-letni emerytowany analityk IT z Seguin w Teksasie, każdego dnia po nakarmieniu kota i ogarnięciu domu wykonuje jeszcze jedną czynność: zaznacza w aplikacji, że wszystko z nim w porządku. Jeśli przez kilka dni nie potwierdzi swojej obecności, system automatycznie powiadomi wskazaną osobę kontaktową. „To nawet miłe” – przyznaje. „o prawie tak, jakby komuś na tobie zależało”.
Demumu – nazwa będąca połączeniem słów „śmierć” i „pluszak”, według serwisu Wired – początkowo zdobyła popularność w Chinach. Po premierze latem ubiegłego roku aplikacja szybko stała się wiralem wśród młodych ludzi, uruchamiając dyskusję o wyczerpującej kulturze pracy, spadającej liczbie małżeństw i rosnącym indywidualizmie. W styczniu zainteresowanie przeniosło się poza Azję – aplikacja trafiła na szczyty płatnych pobrań w Apple Store m.in. w USA, Hiszpanii i Australii.
Popularność takich narzędzi nie bierze się znikąd. W wielu krajach coraz więcej osób mieszka samotnie. W Stanach Zjednoczonych ponad jedna czwarta gospodarstw domowych to jednoosobowe mieszkania – ponad dwa razy więcej niż w 1960 roku. Ten trend idzie w parze z narastającym poczuciem izolacji i samotności.
Choć część atrakcyjności aplikacji tkwi w jej czarnym humorze, wiele osób mieszkających samotnie doceniło jej praktyczność i to, że umożliwia im ona przezwyciężenie bardzo poważnego strachu przed śmiercią, o której nikt nie będzie wiedział przez dni lub tygodnie.
Demumu to tylko jedna z wielu aplikacji bezpieczeństwa, które w ostatnich latach pojawiły się na rynku. Ich rosnące zapotrzebowanie odzwierciedla głębsze zmiany społeczne – spadek bezpośrednich kontaktów i słabnięcie wzajemnej zależności między ludźmi. Zwraca na to uwagę Julianne Holt-Lunstad, kierująca laboratorium Social Connection & Health Lab na Brigham Young University. Jej zdaniem problem nie leży po stronie jednostek. „To nie jest osobista porażka” – podkreśla. „Żyjemy w społeczeństwie pełnym barier, które coraz bardziej utrudniają naturalne relacje”.
Nie tylko osoby starsze
Podobną funkcję spełnia aplikacja Snug Safety, której pomysł narodził się po rozmowie z 70-letnią kobietą mieszkającą samotnie i obawiającą się, że w razie nieszczęścia nikt się o tym nie dowie. Jak opowiada jej twórca, Preet Anand, początkowo projekt był skierowany do seniorów. Szybko jednak okazało się, że korzystają z niego bardzo różne osoby – samotne matki, studenci, właściciele zwierząt czy ludzie z problemami zdrowotnymi, którzy chcą żyć niezależnie.
Anand mówi o aplikacji jako o „codziennym punkcie kontaktu” w świecie, w którym regularne relacje coraz trudniej budować spontanicznie, zwłaszcza przy pracy zdalnej czy po przeprowadzce do nowego miasta. „Niezależność jest czymś dobrym” – zauważa – „dopóki nie posunie się tak daleko, że przerodzi się w izolację”.
Inne popularne funkcje mediów społecznościowych, takie jak „streaki” na Snapchacie, funkcja „Poke” na Facebooku, a także aplikacja Words With Friends, nieświadomie służą podobnemu celowi.
Dla Jamie Gartner z Syracuse w stanie Nowy Jork, Snug Safety stała się wsparciem po poważnym kryzysie psychicznym sprzed kilku lat. Mieszkając sama, najbardziej obawiała się losu swoich dwóch psów i dwóch kotów, gdyby coś jej się stało. Ten trudny okres uświadomił jej również, jak kruche są niektóre relacje – niewiele osób faktycznie się wtedy odezwało. Dziś, pracując zdalnie, potrafi spędzić nawet tydzień bez bezpośredniego kontaktu z innym człowiekiem. Choć jej stan się poprawił, nadal korzysta z aplikacji. „Sama świadomość, że ktoś by się zainteresował, gdybym nie dała znaku życia, daje poczucie spokoju” – mówi, dodając, że ma nadzieję kiedyś zastąpić cyfrowy check-in realnymi więziami.
Samotność w epoce zdalnej pracy i mediów społecznościowych
Dane potwierdzają, że problem jest szerszy. Badania prowadzone pod kierunkiem Holt-Lunstad pokazują, że większość dorosłych Amerykanów spotyka się z bliskimi osobami najwyżej dwa razy w miesiącu, a wielu nie angażuje się w żadne grupy czy organizacje społeczne. Media społecznościowe – paradoksalnie – mogą pogłębiać złudzenie kontaktu. „Dają fałszywe sygnały, że jesteśmy połączeni z innymi” – tłumaczy badaczka, która współtworzyła również raport głównego lekarza USA o samotności i izolacji społecznej z 2023 roku.
W Tucson w Arizonie 64-letni Kenneth Badertscher przez lata miał trudności z nawiązaniem relacji z sąsiadami. Po śmierci żony i zakończeniu pracy zawodowej większość czasu spędzał samotnie. Gdy dowiedział się o Snug Safety, zaproponował aplikację sąsiadce z piętra wyżej, a ta przekazała pomysł dalej. Dziś trójka lokatorów jest dla siebie nawzajem kontaktem alarmowym. Wspólna odpowiedzialność niespodziewanie ich do siebie zbliżyła. „To dodało nowy wymiar relacji, które wcześniej były raczej przelotne” – mówi.
Jeszcze mocniej o sensie takich narzędzi mówi Tugrul Cirakoglu, właściciel firmy sprzątającej miejsca zgonów w Holandii. Widząc ciała osób, które przez tygodnie czy miesiące pozostawały niezauważone, stworzył aplikację Alone. Jego celem nie jest całkowite wyeliminowanie samotnych śmierci, lecz skrócenie czasu, w którym nikt nie wie, co się stało. Cirakoglu prowadzi również kanał na YouTube, którego celem jest podnoszenie świadomości na temat samotnych zgonów. Od czasu do czasu otrzymuje komentarze kwestionujące, dlaczego ludzie mieliby przejmować się tym, co dzieje się po ich śmierci. Zdaniem Cirakoglu, ci użytkownicy nie w pełni rozumieją, jak bardzo ciało staje się nie do rozpoznania w procesie rozkładu, ani jak wielki wpływ takie zgony mają na bliskich.
„Nawet jeśli nie da się temu zapobiec w stu procentach, nikt nie powinien leżeć zapomniany przez miesiące czy lata” – podkreśla.
Dla Johnny’ego Millera strach przed odejściem w samotności stał się realny po przejściu na wcześniejszą emeryturę i wyprowadzce na wieś. Choć lubi żyć sam, z czasem zauważył, jak trudno utrzymać regularny kontakt z dawnymi przyjaciółmi. Planuje wolontariat i dołączenie do lokalnej grupy spacerowej, ale na razie to aplikacja daje mu poczucie bezpieczeństwa. Jej viralowa popularność przyniosła mu też coś jeszcze. „Dziwnie pocieszające jest to, że widzę, iż nie jestem jedyny” – mówi. „Wielu ludzi jest w tej samej sytuacji”.