Prezydent Donald Trump wywołał burzę polityczną, wzywając republikanów do przejęcia kontroli nad wyborami w niektórych stanach. Propozycja ta stoi w sprzeczności z konstytucją i spotyka się z krytyką zarówno demokratów, jak i części republikanów.
Podczas poniedziałkowej rozmowy z konserwatywnym podkasterem Danem Bongino, byłym zastępcą dyrektora FBI, Trump stwierdził, że republikanie powinni "przejąć kontrolę" nad systemem wyborczym w co najmniej 15 stanach. "Republikanie powinni powiedzieć: 'Chcemy przejąć kontrolę'. Powinniśmy przejąć głosowanie, głosowanie w co najmniej 15 miejscach. Republikanie powinni znacjonalizować głosowanie" – powiedział prezydent. W wypowiedzi Trumpa, którego partia obecnie kontroluje zarówno Biały Dom jak i Kongres, "przejęcie wyborów przez republikanów" jest równoznaczne z ich federalizacją – przeniesieniem władzy nad organizacją wyborów ze stanów na poziom rządu federalnego.
Trump nie sprecyzował, o które konkretnie stany mu chodzi, mówiąc jedynie, że istnieją „stany, które są tak skorumpowane” oraz „które wygrałem, a które pokazują, że nie wygrałem”. Analitycy polityczni wskazują, że prezydent najprawdopodobniej ma na myśli kluczowe tzw. swing states z wyborów 2020 roku – takie jak Georgia, Arizona, Pensylwania, Michigan czy Wisconsin – w których przegrał niewielką różnicą głosów i które od tamtego czasu były celem jego nieudowodnionych zarzutów o fałszerstwach wyborczych.
Wypowiedź Trumpa pojawiła się w kontekście jego powtarzających się, niepotwierdzonych oskarżeń o powszechne oszustwa wyborcze podczas wyborów w 2020 roku, które przegrał z Joe Bidenem. W czasie rozmowy obecny prezydent ponownie twierdził, że wygrał tamte wybory „zdecydowanie” oraz że nielegalni imigranci mogli tam głosować. Wszystkie te zarzuty zostały wielokrotnie obalone przez śledztwa i sądy.
Konstytucyjne wątpliwości
Propozycja Trumpa budzi poważne wątpliwości konstytucyjne. Zgodnie z Artykułem I Konstytucji Stanów Zjednoczonych, to stany – a nie rząd federalny – mają prawo określać czas, miejsce i sposób przeprowadzania wyborów. Kongres może ustanawiać pewne przepisy federalne, ale prezydent nie ma w tej kwestii żadnych uprawnień.
„Twórcy naszej Konstytucji uznali, że władza nad zasadami wyborczymi może być nadużywana, albo w celu zniszczenia rządu narodowego, albo w celu pozbawienia ludzi możliwości kontrolowania swoich wybranych przedstawicieli” – napisała w niedawnym orzeczeniu sędzia federalna Colleen Kollar-Kotelly, blokując części rozporządzenia wykonawczego dotyczącego zmian w prawie wyborczym. „W związku z tym powierzyli tę władzę tym częściom naszego rządu, które ich zdaniem byłyby najbardziej responsywne wobec woli narodu: najpierw stanom, a następnie, w niektórych przypadkach, Kongresowi”.
Republikanie odcinają się od pomysłu
Propozycja Donalda Trumpa nie znajduje poparcia nawet wśród części jego własnej partii. Lider większości republikańskiej w Senacie, John Thune z Dakoty Południowej, we wtorek publicznie odrzucił pomysł prezydenta.
„Nie popieram federalizacji wyborów” – powiedział Thune dziennikarzom. „To kwestia konstytucyjna. Jestem zdecydowanym zwolennikiem zdecentralizowanej i rozproszonej władzy. Moim zdaniem trudniej zhakować 50 systemów wyborczych niż jeden. Ten system zawsze działał całkiem dobrze”.
Thune zaznaczył jednocześnie, że popiera wprowadzenie wymogu okazywania dowodu tożsamości podczas głosowania oraz weryfikację obywatelstwa. Kongres rozważa obecnie ustawę SAVE Act, która wymagałaby od wyborców przedstawienia dokumentów potwierdzających obywatelstwo, takich jak paszport czy akt urodzenia.
Także przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson podkreślił, że „zawsze była to odpowiedzialność stanów, by zarządzać wyborami, i jest to system, który działa dobrze, o ile stany traktują priorytetowo zapewnienie integralności naszych wyborów”.
Ostra krytyka ze strony demokratów
Lider mniejszości w Senacie Chuck Schumer nazwał propozycję prezydenta „rażąco nielegalną”.
„Czy Donald Trump potrzebuje egzemplarza Konstytucji? To, co mówi, jest rażąco nielegalne” – powiedział Schumer na sali Senatu. „Prezydent mówi tak samo jak dyktator, który chce, żeby wybory w Ameryce były tak legalne jak wybory w krajach takich jak Wenezuela”.
Organizacja NAACP wydała oświadczenie potępiające wypowiedź Trumpa w „najostrzejszy możliwy sposób”, nazywając ją „desperacką próbą dalszego osłabiania i ostatecznego zniszczenia fundamentów naszej demokracji” oraz „bezczelnym atakiem na konstytucję”.
Napięcia wokół systemu wyborczego
Wypowiedź na temat federalizacji wyborów wpisuje się w szerszą kampanię administracji mającą na celu zmianę sposobu przeprowadzania wyborów w Stanach Zjednoczonych. Departament Sprawiedliwości pozwał kilkadziesiąt stanów, domagając się dostępu do ich rejestrów wyborców. W zeszłym tygodniu FBI przeprowadziło nalot na biuro wyborcze w powiecie Fulton w Georgii, zabezpieczając materiały z wyborów z 2020 roku. Powiat odpowiedział już pozwem w tej sprawie.
Rzeczniczka Białego Domu Abigail Jackson w oświadczeniu wyjaśniła, że Trump „głęboko dba o bezpieczeństwo naszych wyborów” i dlatego popiera ustawę SAVE Act oraz inne propozycje legislacyjne, które wprowadzałyby jednolity standard dowodu tożsamości ze zdjęciem, zakazywałyby głosowania korespondencyjnego bez usprawiedliwienia i kończyłyby praktykę „masowego zbierania kart do głosowania”.
Krytycy ostrzegają jednak, że takie przepisy mogą utrudnić głosowanie milionom obywateli. Według badania Uniwersytetu Maryland z 2023 roku, 21 procent obywateli w wieku uprawniającym do głosowania nie posiada ważnego prawa jazdy z aktualnym imieniem i nazwiskiem oraz adresem. Powody są różne: częste przeprowadzki bez aktualizacji dokumentów, zmiana nazwiska po ślubie, osoby starsze, które już nie prowadzą samochodu, mieszkańcy wielkich miast korzystający z komunikacji publicznej, koszty i niedostępność urzędów wydających dokumenty, a także osoby bez stałego miejsca zamieszkania - w tym studenci w akademikach, żołnierze stacjonujący w bazach wojskowych, pracownicy sezonowi i mobilni, czy osoby w przejściowych sytuacjach mieszkaniowych.
Sprawa pokazuje głębokie podziały w amerykańskiej polityce dotyczące sposobu przeprowadzania wyborów i podkreśla napięcia między tradycyjną republikańską doktryną praw stanów a nowymi dążeniami części prawicy do większej federalnej kontroli nad procesem wyborczym.
Kontrowersja ukazuje pewien paradoks: administracja wywodząca się z partii tradycyjnie broniącej niezależności i praw stanów rozważa przejęcie kontroli nad wyborami.
źródła: thehill, washingtonpost, politico, foxnews