Kryzys w branży aut na wynajem
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wypożyczalnie samochodów w Stanach Zjednoczonych w czasach przedpandemicznych nie mogły narzekać na brak klientów. Po pierwszej i każdej kolejnej fali pandemii było źle. Teraz, gdy narodowy program szczepień przyspiesza, a ludzie rwą się do podróży jest lepiej - klienci są, ale jest problem z samochodami, których po pierwsze brakuje, a jeżeli już są, to cena wynajmu jest astronomiczna – wyższa o kilkanaście bądź kilkadziesiąt procent względem chociażby roku 2019.

Jak do tego doszło?

Według banku inwestycyjnego Jefferies Group, główni operatorzy wynajmujący samochody, w zeszłym roku sprzedali, a właściwie oddali ponad 770 000 aut ze swojej floty. Pandemia zatrzymała kierowców i turystów w domach, a auta, które zalegały na placach w wypożyczalniach nie zarabiały. Obecnie więcej niż co trzeci pojazd, który był używany przez wypożyczalnie przed pandemią, nie jest już dostępny. Dla wypożyczalni kluczem do przetrwania kryzysu była rezygnacja z leasingów samochodów, co spowodowało, że auta wróciły do swoich właścicieli – banków. Firma Hertz, która w maju ubiegłego roku złożyła wniosek o ochronę przed upadłością pozbyła się około 198,000 pojazdów w drugiej połowie ubiegłego roku. Z kolei grupa Grupa Avis Budget poinformowała, że jej flota zmniejszyła się o ponad 30% względem czasów przedpandemicznych.

Złość klientów

Dla ludzi, którzy korzystali z aut wypożyczonych taki stan rzeczy rodzi szereg problemów. Po pierwsze mała liczba aut oferowanych do wynajmu oznacza, że na każdy samochód trzeba czekać dłużej. Po drugie takie auto jest duże droższe – jest popyt, a przedsiębiorcy mogą dowolnie kształtować ceny. Samochody i tak zostaną wynajęte. Średnia cena za czterodniowy wynajem wzrosła z 260 dolarów w lutym do 321 dolarów w marcu tego roku i finalnie osiągnęła poziom 388 dolarów w ostatnim tygodniu kwietnia. Bozeman w stanie Montana było najdroższym miastem, w którym można było wynająć samochód w tym okresie. Średnia cena wyniosła 259 dolarów za dobę - to wzrost o 278% w porównaniu z rokiem 2019.

Ruch wypożyczalni

Mimo wszystko większość wypożyczalni chce zadowolić swoich klientów i sprostać popytowi, ale nie jest to takie proste. Przez pandemię koronawirusa mniejsze zdolności produkcyjne mają też koncerny motoryzacyjne, przez co auta są dostarczane do dealerów z dużym opóźnieniem. Eksperci prognozują, że firmy zajmujące się wynajmem aut nie będą w stanie uzupełnić swojej floty do 2022 roku.

„Avis Budget Group kupuje nowe samochody każdego dnia, ale mimo wszystko może dłużej używać samochodów obecnie jeżdżących we flocie, ponieważ w dobie epidemii pokonały mniej mil. Mimo wszystko niedobór aut nowych będzie miał wpływ na najbliższą przyszłość” - powiedział dyrektor generalny Joseph Ferraro. Cena akcji Avis Budget Group zamknęła się w piątek na najwyższym w historii pułapie, co świadczy o tym, że strategia zmniejszania floty przez wypożyczalnie jest dla nich opłacalna finansowo.

Jakie alternatywy?

Coraz więcej osób korzysta z aplikacji Turo, która jest platformą pośredniczącą w wynajmie samochodów. Osoby prywatne oferują swoje samochody osobom prywatnym, ale nie zawsze jest to tanie – szczególnie w dobie pandemii. Dziennikarze Chicago Tribune sprawdzili, że wynajęcie Chevroleta Equinox z 2020 roku od jednej z osób w Wicker Park to teraz wydatek 250 dolarów za dobę. Dużo, ale ta forma wynajmu w dobie koronawirusa jest coraz bardziej popularna. Jest jednak ryzyko - chodzi o kwestie epidemiczne, czyli dezynfekcję pojazdów. Mimo że jest wymagana, to nie wszyscy się do tego wymogu stosują. Podobnie jest z terminowością, której nie dotrzymują niektórzy wynajmujący, co siłą rzeczy odbija się na kolejnych osobach, które na wyczekiwany urlop będą musiały pojechać później.

Według ankiety przeprowadzonej przez firmę Turo, aż 73% osób, które oferują do wynajmu co najmniej trzy swoje samochody zaobserwowało znaczący wzrost rezerwacji od początku 2021 roku To potwierdza ogólnoamerykański trend. 

fk