Odszedł Andrzej Gędłek, współtwórca Konkursu Koszyczka Wielkanocnego
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W drugi dzień Świąt Wielkanocnych o godzinie 5:15 po południu, po dwóch tygodniach zmagań z koronawirusem, odszedł do wieczności Andrzej Gędłek. Popularny w polonijnym środowisku radiowiec, współtwórca Międzynarodowego Festiwalu Folklorystycznego „Na góralska nutę” i Konkursu Koszyczka Wielkanocnego, dyrektor krajowy Kongresu Polonii Amerykańskiej, były prezes Związku Podhalan i Koła Biały Dunajec, skarbnik Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Ameryce.

Od ponad ćwierć wieku w Wielką Sobotę jako fotoreporter mediów polonijnych miałem przyjemność uczestniczyć w Konkursie Koszyczka Wielkanocnego, który od 1990 roku odbywał się w Domu Podhalan. Impreza zapoczątkowana trzy dekady temu przez śp. Andrzeja Gędłka i śp. Józefa Bafię, realizatorów programu radiowego „Na góralską nutę”, na stałe weszła do kalendarza wydarzeń wielkanocnych chicagowskiej Polonii.

Niestety, jubileuszowa, trzydziesta już edycja konkursu nie odbyła się ze względu na ograniczenia w organizowaniu zgromadzeń związane z pandemią koronawirusa. Do tego również dołączyła się absencja pomysłodawcy konkursu Andrzeja Gędłka, który na dwa tygodnie przed Wielką Sobotą trafił do szpitala z objawami zarażenia Covid-19 i przegrał walkę o życie.

I chociaż nie mieliśmy w tym roku szansy, żeby obserwować dziesiątki koszyczków, koszyków, a nawet pięknie przystrojonych w serwetki koszy niesionych przez dzieci i rodziców do góralskiej siedziby, to warto przypomnieć historię, o której przed rokiem tak mówił nieżyjący już Andrzej Gędłek.

„Trzy dekady temu poszedłem tutaj do kościoła i ksiądz wyszedł pokropił i na tym się skończyło. Aż tu jedno z dzieci pyta matkę, czemu ksiądz wodą kropi? Wydawało mi się wtedy, że to takie nie w porządku jest, bo mało kto wie, jaka jest symbolika tych potraw i produktów, które przynoszą do kościoła, żeby poświęcić. Powinno być ich przynajmniej siedem. Po pierwsze, że nie zajączek symbolizuje Wielkanoc, tylko jajko, baranek, sól, woda, palmy, wędlina i te smaczne i piękne wypieki robione w domu przez nasze żony, mamy i babcie, a w szczególności chlebuś, który jest codziennie na naszych stołach. I o tym powinniśmy wszyscy wiedzieć. Podzieliłem się tym moim spostrzeżeniem z Józkiem Bafią, z którym realizowaliśmy program radiowy „Na góralska nutę” i 29 lat temu razem my to zaczęliśmy. Taka była taka potrzeba. Potrzeba zachowania tradycji, zwyczajów wielkanocnych i przekazywania ich młodszemu pokoleniu. Do naszej dwójki dołączyła Janina Duda, która przyjęła na siebie obowiązek przygotowania świątecznego stołu i ten pomysł realizujemy do tej pory.

Śp. Józka od blisko pięciu lat nie ma wśród nas i ja też o te trzy dekady się postarzałem, więc najwyższy już czas przekazać pałeczkę młodszemu pokoleniu, a że pochodzę z Białego Dunajca i należę do Koła „Biały Dunajec przy Związku Podhalan, które skupia w swoich szeregach mieszkańców tej miejscowości, więc zaproponowałem koleżankom i kolegom, aby się tym tematem zainteresowali. Jak widać wchodzą w to skutecznie i daj Panie Boże, żeby to tak dalej było. Tak to się fajnie rozwinęło, że dzisiaj spotykamy się tutaj po raz 29. To już blisko trzydzieści lat pięknej sprawy, którą docenia wielu ludzi. Na naszym konkursie pojawiają się już dzieci tych, którzy przychodzili tutaj z koszyczkami jako dzieci. Piękna sprawa. Dzięki wielkie dla rodziców, że przyprowadzają do nas swoje pociechy. Również wielkie dzięki dla sponsorów, że dzięki nim mogą dzieci i rodzice mieć tę wielkanocną uciechę – wspominał historię konkursu podczas jego ostatniej edycji śp. Andrzej Gędłek.

Przez wiele lat śp. Józef Bafia, który odszedł na niebiańskie polany w grudniu 2014 roku, znakomity gawędziarz i znawca zwyczajów oraz kultury ludowej Podhala, opowiadał dzieciom ze swadą i humorem o znaczeniu i symbolice potraw niesionych do święcenia. Prowadził konkursy-zgadywanki. Dzieci miały okazję przekonać się, jak smakuje chrzan, dlaczego na stole wielkanocnym powinien znaleźć się baranek z cukru lub masła, kiełbasa, chleb, babka, a nawet ocet. Po odejściu Józefa w tę role wcielił się Andrzej Gędłek, a przez ostatnie dwa konkursy mówił o tym prezes Koła Biały Dunajec, Jan Król. Przyniesione do góralskiej siedziby pokarmy święcili kapelani związku. Częstym gościem był także biskup Andrzej Wypych. Rokrocznie uczestniczył w imprezie przedstawiciel Konsulatu Generalnego RP oraz szefowie góralskiej organizacji.

Po poświęceniu pokarmów i uczestników wydarzenia, grupa gości honorowych zamieniała się w jurorów, aby wybrać ich zdaniem najbardziej podobające się im koszyki. Ich właściciele otrzymywali specjalne nagrody i wyróżnienia. Na zakończenie wszystkie dzieci także odbierały świąteczne prezenty. Na dodatek dzieci, a na koniec także rodzice, mieli okazję podzielić się święconką przygotowaną podobnie jak i nagrody dzięki hojności sponsorów.

Obok Domu Podhalan, gdzie konkurs tradycyjnie się odbywał, jego przygotowanie wspierają liczne biznesy i organizacje. Przez ponad 25 lat nad organizowaniem nagród i zorganizowaniem pomocy czuwała żona Józefa Bafii. Do grona sponsorów od kilkunastu już lat należy Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa. Wcześniej były to banki, linie lotnicze, biura podróży jak chociażby „Redyk Travel” Janiny Dudy i „Polamer” Waltera Kotaby, klinika dentystyczna Beaty Dederowskiej oraz wiele innych firm i organizacji.

Jedną z niewątpliwych atrakcji imprezy była symboliczna gazdówka, którą na parkingu góralskiej siedziby zazwyczaj ustawiał Wojciech Jędrol. W małej zagrodzie pojawiały się młode owieczki i baranki. Dzieci miały okazję naocznie przekonać się, wielokrotnie po raz pierwszy w życiu, jak zwierzątka wyglądają w rzeczywistości.

Praktycznie od początku imprezy dzieci miały okazję uczestniczyć w warsztatach robienia pisanek. Na stoisku prowadzonym przez Joannę Tkacz, dzieci miały okazję zobaczyć, jak rysuje się pisanki woskiem i koloruje w naturalnych farbach.

„Jestem dumny, że dla mnie jako górala i kapelana Związku Podhalan przychodzi tutaj tak wielu rodaków, którzy w ten sposób kultywują rodzinne tradycje. Jestem wychowany na góralskich tradycjach i zwyczajach, a ten konkurs między innymi jest znakomitą okazją, żeby tymi naszymi góralskimi zwyczajami się pochwalić. To znakomita okazja do tego, żeby podzielić się z młodym pokoleniem tym obrządkiem, jakim jest święcenie pokarmów i tę naszą tożsamość przekazywać dzieciom – powiedział o. Jacek Palica, kapelan Związku Podhalan podczas konkursu, który odbył się dwa lata temu.

Były wiceprezes wydziału stanowego Kongresu Polonii Amerykańskiej Bogdan Strumiński powiedział, że wszędzie tam, gdzie jest kultywowana polska kultura, historia i tradycja, bez względu na to, z jakiego regionu Polski by ona nie pochodziła, tam zawsze starał się bywać osobiście. „Jest to dla mnie wielki zaszczyt, że dzięki takim tradycjom z zapoczątkowanym przez Andrzeja i Józka budujemy naszą tożsamość i historię na emigranckiej ziemi, która dla naszych dzieci i wnuków jest już ich ziemią rodzinną. W ten sposób dzieci się uczą poszanowania tych wartości, które są bardzo ważne w życiu dorosłym. Ze współpracy z organizatorami konkursu zadowoleni są szefowie Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, którzy od 10 lat sponsorują konkurs".

W minionym roku jedna z jurorek, była prezes Polsko-Amerykańskiej Izby Gospodarczej, Iwona Filipiak, tak mówiła o konkursie. „Zawsze urzeka mnie mnóstwo dzieci, które wraz z rodzicami przychodzą tutaj z koszyczkami. Bardzo często dziecko niesie swój koszyczek, a mama dźwiga potężny kosz pełen najróżniejszych potraw. Gdzieniegdzie dostrzec można nawet butelkę octu lub wina. To są cudowne obrazki, które polecam każdemu z państwa, bo jak zauważyłam, w Domu Podhalan pojawiają się nie tylko góralskie rodziny, ale także z innych regionów Polski”.

„Przy wyborze konkursowego koszyczka szczególną uwagę zwracałam na szczegóły. Na to, jak wygląda dekoracja. Czy jest bukszpan lub mirta. Czy są kwiaty. Ważne, żeby było dużo różnorodnych jajeczek i innych produktów. Widziałam koguciki, zajączki, kwiatki żywe i zrobione z produktów spożywczych. Bardzo lubię, jak osoby są kreatywne i preferuję różnorodność. To, że mamy szansę uczestniczenia w takim wydarzeniu, jest zasługą Andrzeja i Józefa” – powiedziała wieloletnia jurorka, Agnieszka Ptasznik, na co dzień prokurator, która od paru lat przyjeżdżała do góralskiej chaty z dwoma córeczkami i mężem.

„Pomimo, że nie jestem góralką, to w moim domu udział w konkursie stał się tradycją. Nie zawsze jesteśmy w stanie tak interesująco opowiedzieć dzieciom o symbolice potraw, tak jak tutaj robią to panowie. To wspaniała lekcja dla dzieci i rodziców. Na dodatek pokarmy są poświęcone i wracamy do domu w przeświadczeniu dobrze spełnionego obowiązku” – powiedziała Barbara Dąbrowska.

Niestety, twórcy i realizatorzy tej jakże potrzebnej imprezy odeszli do wieczności. Żyjącym pozostała modlitwa za spokój ich dusz i oczekiwanie, że znajda się następcy, którzy podejmą ich dzieło dla dobra polskiego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak