W Stanach Zjednoczonych rośnie liczba stanów, które decydują się ograniczyć zakupy niektórych produktów w ramach programu SNAP, czyli rządowej pomocy żywnościowej dla osób o niskich dochodach. Dziś już dwanaście stanów wprowadziło zakaz kupowania napojów gazowanych, słodyczy i innych produktów uznanych za niezdrowe.
Supplemental Nutrition Assistance Program, w skrócie SNAP, co miesiąc wspiera około 41 milionów Amerykanów, zapewniając im środki na zakupy spożywcze w wyznaczonych sklepach. To właśnie w ramach konserwatywnego ruchu Make America Healthy Again odżyła dyskusja o tym, co naprawdę powinno znaleźć się w koszykach osób korzystających z tej pomocy. Zwolennicy zakazów mówią o ochronie zdrowia i podatników, krytycy – o stygmatyzacji ubogich i pozornych rozwiązaniach.
Do tej pory Arkansas, Kolorado, Floryda, Idaho, Indiana, Iowa, Luizjana, Nebraska, Oklahoma, Teksas i Utah uzyskały zgodę Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) na zakaz kupowania niektórych rodzajów niezdrowej żywności w ramach programu SNAP.
Argumenty zwolenników
Zwolennicy ograniczeń wskazują na dramatyczne skutki złej diety. Choroby związane z odżywianiem kosztują gospodarkę USA około 1,1 biliona dolarów rocznie, a 85 procent wydatków zdrowotnych to właśnie choroby przewlekłe wynikające z niezdrowego stylu życia. Niezdrowa dieta wiąże się też z około pół milionem zgonów rocznie.
Badania pokazują, że dzieci korzystające z SNAP częściej sięgają po słodzone napoje i przetworzone mięso niż ich rówieśnicy spoza programu. Zdaniem wielu ekspertów finansowanie takich produktów publicznymi pieniędzmi to wspieranie przemysłu, który oferuje najgorszej jakości żywność w najniższej cenie.
Politycy republikańscy coraz częściej łączą kwestię zakazów z ochroną budżetu państwa. „Nie oczekujmy, że podatnik będzie płacił za słodycze, a później jeszcze za leczenie otyłości i cukrzycy” – mówił kongresman Josh Brecheen. Podobnie Robert F. Kennedy Jr., obecny sekretarz ds. zdrowia, podkreślał, że zakazy to sposób, by przywrócić „prawdziwe jedzenie” w centrum programu.
Głos krytyków
Eksperci ds. zdrowia publicznego zwracają jednak uwagę, że same zakazy nie zmienią nawyków żywieniowych. Stephanie Hodges, dietetyczka zajmująca się polityką zdrowotną, przypomina, że główną barierą jest cena zdrowych produktów. Jeżeli warzywa i owoce wciąż będą drogie, ludzie nie przestaną wybierać tańszych, kalorycznych alternatyw.
Badania pokazują, że zachęty finansowe mogą przynieść większy efekt niż zakazy. W 2018 roku naukowcy obliczyli, że dopłata 30 procent do owoców i warzyw mogłaby zapobiec setkom tysięcy chorób serca i przynieść miliardowe oszczędności w służbie zdrowia.
Krytycy podkreślają także, że SNAP nie różni się aż tak od zwyczajów reszty społeczeństwa – według danych USDA, zarówno beneficjenci programu, jak i osoby spoza niego, przeznaczają podobne kwoty na podstawowe produkty i słodycze. Osoby korzystające ze znaczków żywnościowych wydają średnio 40 procent budżetu na mięso, warzywa i owoce, 20 procent na słodzone napoje i słodycze, a resztę na inne artykuły spożywcze.
„Średnia wysokość świadczeń SNAP wynosi 187 dolarów na osobę miesięcznie. Ograniczenia nie poprawiają zdrowia, lecz wzmacniają stygmatyzację i poczucie kontroli. Gdyby celem była poprawa stanu zdrowia, zobaczylibyśmy rozszerzenie programu Medicaid, ponowne otwarcie szpitali wiejskich i inwestycje w obszary pustynne” – wyjaśnia Kavelle Christie, ekspertka ds. polityki zdrowotnej i dyrektor generalna Orion 360 Health. „Ograniczenia nie zmieniają diety. Przy 187 dolarach miesięcznie rodziny często wybierają produkty o wysokiej zawartości kalorii, które zapewniają uczucie sytości dłużej niż świeże produkty. To kwestia przetrwania, a nie preferencji”.
Problem dostępu i równości
Jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec zakazów jest fakt, że nie wszędzie w USA łatwo o zdrową żywność. Miliony Amerykanów mieszkają w tzw. „pustyniach żywnościowych”, czyli w rejonach, gdzie najbliższy supermarket oddalony jest o wiele kilometrów. Na prowincji czy w biednych dzielnicach miast jedyną opcją są często stacje benzynowe albo małe sklepy z ograniczonym wyborem.
„W takich miejscach zakazy sprawiają, że rodziny zostają praktycznie bez możliwości zakupu czegokolwiek. To nie jest droga do zdrowia, tylko odebranie ludziom autonomii i godności” – mówi Christie.
Podobnie uważa Staci Gulbin, dietetyczka i była użytkowniczka programu SNAP. Jej zdaniem lepszym rozwiązaniem byłaby edukacja żywieniowa, zwiększanie dostępu do zdrowej żywności i wsparcie finansowe dla najbiedniejszych, a nie kolejne ograniczenia, które wzmacniają poczucie stygmatyzacji.
Zakazy czy inwestycje?
Dyskusja wokół SNAP pokazuje szerszy problem amerykańskiego systemu zdrowia i odżywiania. Z jednej strony rosną koszty leczenia chorób związanych z dietą, z drugiej – brak realnych inwestycji w profilaktykę, edukację i dostępność zdrowej żywności.
Zakazy mogą przynieść polityczne punkty i symboliczne poczucie „walki o zdrowie”, ale bez równoległych działań – dopłat, edukacji, rozwoju lokalnych sklepów i poprawy opieki zdrowotnej – nie rozwiążą problemu otyłości i cukrzycy w USA.