Polonia pożegnała Miłosza Sowę
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Ósmego grudnia w kościele pw. św. Błażeja w Summit odbyło się ostanie pożegnanie i odprawiona została msza pogrzebowa w intencji śp. Miłosza Sowy, dziennikarza „Tygodnika Podhalańskiego”, ratownika GOPR i WOPR, weterana Legii Cudzoziemskiej.

Wicekapelan Związku Podhalan, karmelita o. Bartłomiej Stanowski przewodniczył mszy św. odprawionej w asyście proboszcza miejscowej parafii, ks. Wojciecha Kwietnia i o. Michała Blicharskiego, dyrektora Polskiej Misji Ojców Cystersów w Willow Springs. Zmarłego po długiej chorobie fotoreportera żegnali konsul Piotr Semeniuk, prezes Fundacji Kultury Tatrzańskiej Bogdan Ogórek i wydawca tygodnika Jerzy Jurecki, który przypomniał drogę życiową zmarłego.

„Śp. Miłosz Sowa pracował w moim piśmie blisko trzydzieści lat. Zaczynał już w pierwszych numerach naszego pisma będąc jeszcze mieszkańcem Nowego Targu. Szybko jednak wygrał „zieloną kartę” i wyjechał do Ameryki. Dopiero nasze dosyć przypadkowe spotkanie w Chicago pod koniec ubiegłego wieku spowodowało, że od nowa nawiązaliśmy współpracę i od tego czasu Miłosz kierował redakcją chicagowską do dnia dzisiejszego. Był człowiekiem, który nie poddawał się wpływom i naciskom, co było szczególnie trudne tutaj. Trochę z perspektywy Zakopanego i Podhala patrzę na Chicago, ale wiem o tym, że tutaj nie lubicie jak się o Was pisze krytycznie. Mile widziana jest zasada, że albo dobrze albo w ogóle. Miłosz złamał tę zasadę. Jeśli sytuacja wymagała krytyki, to pisał krytycznie i wydaje mi się, że za to zyskał szacunek u górali i czytelników (…). Zastąpić Miłosza, który był bardzo barwną postacią, z pewnością nie będzie łatwo. Warto wspomnieć o tych jego barwach, bo Miłosz to był facet, który sporo czasu spędził na morzu pływając na statkach PLO, gdzie zdobywał swoje pierwsze szlify dziennikarskie. Na łamach miesięcznika ‘Morze’ dzielił się z czytelnikami opowieściami o marynarskim życiu i odwiedzanych portach, do których zwijał. Po wylądowaniu w Ameryce posmakował życia pod gołym niebem. Był kloszardem na Key West. Przez wiele lat był alkoholikiem. Pewnego pięknego poranka się zbudził – to było w czasie, gdy podjął z nami współpracę – i postanowił, że już więcej nie weźmie alkoholu do ust. Rzeczywiście przestał pić. Od ponad 20 lat nie miał kropli alkoholu w ustach. Został bardzo aktywnym działaczem ruchu anonimowych alkoholików. Wyciągnął z alkoholizmu bardzo wielu ludzi. W swoim bogatym życiorysie miał również epizod związany z Legią Cudzoziemską. Potrafił o tym barwnie opowiadać. Oprócz tego, że lubił pisać, to potrafił z pasją opowiadać, zwłaszcza wtedy, gdy miał zainteresowanego słuchacza” – podkreślił dotychczasowy szef Miłosza.

Śp. Miłosz miał wiele pasji. Pierwszą i z pewnością najważniejszą było pływanie. Pod żagle uciekał w każdej wolnej chwili. Kochał zwierzęta. Gdy parę lat temu odeszła jego ukochana Nuka przez kilkanaście tygodni nie mógł się z tym pogodzić i chyba do końca swojego życia się nie pogodził. Gdy na cztery dni przed śmiercią odwiedziłem go w hospicjum, gdzie pojednany z Bogiem czekał na swoją ostatnią wachtę, z lekkim uśmiechem powiedział „Chyba już niedługo znów pobiegamy razem”. Z tytaniczną wręcz pasją zbierał sowy, które żartobliwie nazywał swoim rodzeństwem. W swojej kolekcji miał ich ponad tysiąc. Wiele z nich prezentował na FB. Zgodnie z jego życzeniem, trafiły one w ręce znajomych i przyjaciół, którzy przyszli mu oddać ostatnią posługę.

Zmarły przez ostatnie kilka lat związany był z Fundacją Kultury Tatrzańskiej, w której siedzibie mieszkał. Prezes Bogdan Ogórek z rodziną i koledzy z fundacji oraz chicagowskiego Koła GOPR roztoczyli nad nim opiekę. Kazimierz Fryzowicz i jego córka Iwona zaopiekowali się Miłoszem w najtrudniejszym momencie, gdy potrzebował pomocy medycznej. „Iwonka jest pielęgniarką, ale to jest złota osoba. Nie mam słów, żeby wyrazić to, jakie ma wielkie serce. Ona była w szpitalu u Miłosza prawie każdego dnia, każdego dnia rozmawiała z lekarzami. Walczyła o jego zdrowie, jak najbliższa osoba. Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za to, że byli przy nim, wspierali go modlitwą, rozmową i tak, jak kto potrafił” – powiedział wydawca „Tygodnika Podhalańskiego”.

Zgodnie z wolą zmarłego, jego doczesne szczątki zostaną złożone w grobie rodzinnym na cmentarzu w Nowym Targu.

Cześć Jego Pamięci!

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak