Rynek nieruchomości w Stanach Zjednoczonych ponownie daje o sobie znać – i to w sposób, który wielu właścicieli domów może odbierać z niepokojem. Najnowszy raport Zillow pokazuje, że ponad połowa amerykańskich domów jest dziś warta mniej niż rok temu. To największy taki spadek od 2012 roku, czyli czasów, gdy rynek wciąż podnosił się po kryzysie hipotecznym.
Z analiz opublikowanych w poniedziałek wynika, że aż 53 procent nieruchomości w całym kraju zanotowało spadek wartości względem swoich cen szczytowych. Średni spadek wynosi 9,7 procent, co Zillow określa jako zjawisko trudne dla właścicieli, ponieważ dla większości z nich dom jest najważniejszym składnikiem majątku, a zgromadzona przez lata wartość stanowi kluczowy element planów emerytalnych.
Obecna fala spadków odzwierciedla szersze wyhamowanie popytu i rosnącą ostrożność kupujących. Na decyzje potencjalnych nabywców wpływają wysokie koszty zakupu domu, nadal podwyższone stopy procentowe oraz ogólna presja finansowa w gospodarstwach domowych.
Miasta, w których ceny spadają najszybciej
Z danych Zillow wyłania się grupa metropolii, które szczególnie mocno odczuły ochłodzenie rynku. Na pierwszym miejscu znalazło się Austin w Teksasie, gdzie średnia wartość domów spadła aż o 20,5 procent względem szczytu – czyli ponad dwa razy więcej niż średnia krajowa. Kolejne miejsca zajmują Nowy Orlean (15,9 procent), San Francisco (14,8 procent) oraz Pittsburgh (13,2 procent).
Patrząc z kolei na udział domów, które straciły na wartości, widać wyraźnie, że najbardziej ucierpiały miejsca, które w czasie pandemii przeżywały prawdziwy boom. W Denver aż 91 procent nieruchomości straciło na wartości w porównaniu z ich szczytową wartością, w Austin 89 procent, a w Sacramento 88 procent.
Niepokój właścicieli
Choć spadki cen są szeroko odczuwalne, analitycy Zillow podkreślają, że „zdecydowana większość właścicieli domów wciąż ma powody do optymizmu”.
Od momentu ostatniej sprzedaży, wartość domów w całych Stanach wzrosła o 67 procent. Zaledwie 4,1 procent nieruchomości wycenianych w październiku było warte mniej niż przy poprzedniej transakcji — to wprawdzie więcej niż 2,4 procent rok wcześniej, ale wciąż zdecydowanie mniej niż 11,2 procent notowane przed pandemią.
Treh Manhertz, główny ekonomista Zillow, zwraca uwagę, że spadek w popularnym „Zestimate” - firmowym wskaźniku wartości - może budzić niepokój, ale w praktyce niewielu właścicieli sprzedaje dziś z realną stratą. Jak pisze, rynek nie znajduje się w fazie załamania, lecz normalizacji po sześciu latach wyjątkowo silnego wzrostu”.
Podobne wnioski płyną z analiz Redfina. Chen Zhao, szefowa działu badań ekonomicznych, ocenia, że obecnie utrzymuje się historycznie niski popyt, a jednocześnie liczba nowych ofert również spadła. Te dwie tendencje wzajemnie się równoważą, co powoduje, że miesięczne spadki cen dotyczą mniejszej liczby metropolii niż latem. Nie jest to jednak oznaka odbicia — sprzedaż pozostaje słaba, a kupujący, którzy nie muszą się przeprowadzać, czekają na bardziej stabilne warunki.
Co dalej z rynkiem nieruchomości
Choć problemy z dostępnością nadal utrudniają życie przyszłym nabywcom, a niski popyt obciąża obecnych właścicieli, ekonomiści dostrzegają pewne sygnały uspokojenia. Jednym z nich są powoli obniżane stopy kredytów hipotecznych, które mogą w kolejnych miesiącach zacząć odbudowywać zainteresowanie zakupami.
Rynek nie wraca jeszcze do dynamiki sprzed kilku lat, ale coraz wyraźniej widać, że przechodzi w etap stabilizacji - mniej spektakularny niż pandemiczny boom, lecz znacznie bardziej przewidywalny.
na podst. www.newsweek.com