----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Po prostu do tej pory nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy i nie do końca wierzyliśmy wynikom sondaży. Już w 2013 r. aż 29% Amerykanów twierdziło, że zbrojna rebelia może być konieczna do „ochrony” wolności. Ale kiedy wyniki te opublikowano, większość dziennikarzy potraktowała je jako mało wiarygodne. Dopiero wydarzenia minionego roku przypomniały i potwierdziły te dane.

Od stycznia ubiegłego roku dziesiątki badań i analiz próbują ocenić amerykański apetyt na teorie spiskowe i prawdopodobieństwo większej przemocy - nawet wojny domowej. Materiału do badań nie brakuje. Jednym z przykładów może być strzelanina w 2012 roku w Sandy Hook School, gdzie zginęło 26 osób (20 uczniów i 6 nauczycieli). Nieco później, w maju 2013 roku, przeprowadzono ankietę, w której wiele osób wyraziło wątpliwości, iż strzelanina ta w ogóle miała miejsce i szokująco wysokie poparcie dla zbrojnego powstania.

Prawie osiem lat przed atakiem na Kapitol tłumu zdecydowanego siłą zmienić wynik wyborów, prawie jedna trzecia ankietowanych Amerykanów - w tym aż 44% republikanów - stwierdziła w sondażu PublicMind przeprowadzonym w 2013 r. przez Uniwersytet Fairleigh Dickinson, że zbrojne powstanie może być konieczne do ochrony swobód. Odkrycie było tak niepokojące, że sondaż został odrzucony przez wielu prominentnych obserwatorów politycznych jako zbyt niewiarygodny, aby mógł być prawdziwy.

Motywowane rozumowanie

Zacznijmy od wyjaśnienia tego pojęcia: motywowane rozumowanie to takie przeprowadzenie procesu badawczego, w którym ktoś omija niewygodne informacje i dowody, które mogłyby przeczyć postawionej tezie. Można to na przykład zauważyć u zwolenników teorii spiskowych. Brak dowodów, to najlepszy dowód. Błąd konfirmacji zaś to z kolei szukanie tylko argumentów potwierdzających naszą tezę, nawet jeśli one same są nieprawdziwe lub błędne. Czyli taka interpretacja wyników, żeby wyszło na nasze.

Wracamy do badania z 2013 roku, które miało między innymi na celu zmierzenie wpływu motywowanego rozumowania na politykę dotyczącą broni.

„Jeśli rzeczywistość nie pasuje do tego, co chcesz, musisz zmienić to, w co wierzysz – albo musisz zmienić rzeczywistość” – wyjaśnia prof. Daniel Cassino z Uniwersytetu Fairleigh Dickinson i szef zespołu przeprowadzającego to badanie.

W tym miejscu do gry wkraczają teorie spiskowe. Jeśli sprzeciwiasz się ograniczeniom dotyczącym broni palnej, to rzeź 20 pierwszoklasistów i sześciu dorosłych w szkole podstawowej za pomocą AR-15 będzie dla ciebie prawdziwym problemem. Cassino wyjaśnia, że „ludziom, którzy mocno wierzą w prawo do broni, łatwiej jest powiedzieć, że coś się nie wydarzyło niż zmienić zdanie” na temat broni.

Aż co czwarta osoba ankietowana w 2013 r. stwierdziła, że wierzy w to, iż prawda o strzelaninie w szkole jest ukrywana, aby wesprzeć jakąś agendę polityczną. Wielu innych nie było tak zdecydowanych, ale wyrażało wątpliwości. Wszyscy otwarcie wątpiący w to, że w Sandy Hook naprawdę zginęły dzieci, byli przeciwnikami jakichkolwiek środków kontroli dostępu do broni.

Cassino powiedział też, że pytanie dotyczące zbrojnego buntu dotyczyło opinii przypisywanych tylko członkom grup militarnych i ekstremistycznych. Wyniki niekoniecznie wskazywały, że zwykli ludzie będą chwytać za broń, ale pokazało, że pomysł taki staje się częścią tożsamości partii konserwatywnej.

„To przerażające, ponieważ gdy coś staje się częścią tej struktury przekonań, zaczyna się spełniać” – powiedział naukowiec. Od tego czasu koncept możliwej zbrojnej rebelii rozprzestrzenił się w kręgach konserwatywnych i został poparty przez liderów partyjnych i niektórych urzędników.

„Wydarzenie z Kapitolu ze stycznia 2021 roku pokazało nam, że mamy do czynienia z prawdziwym napięciem w amerykańskiej polityce, które jest coraz silniejsze i nie zniknie” - dodał Cassino.

Druga wojna domowa

Po sondażu z 2013 r. profesor Cassino powiedział, że był zasypywany telefonami od osób oskarżających go o udział w spisku mającym na celu odebranie ludziom broni. Wiele telefonów zawierało groźby. Te reakcje oraz negatywne opinie w mediach odwiodły go od pytania o zbrojny bunt w przyszłych sondażach.

Zaczęto je przeprowadzać dopiero po 6 stycznia 2021. Sondaż Zogby przeprowadzony tuż po tych wydarzeniach wykazał, że prawie połowa Amerykanów - 46% - uważała, że prawdopodobna jest kolejna wojna domowa. American Enterprise Institute ustalił w tym czasie, że aż czterech na dziesięciu zwolenników partii republikańskiej uważało, że przemoc polityczna może być konieczna. Nowsze badanie, opublikowane w listopadzie 2021 r. przez organizację non-profit o nazwie Public Religion Research Institute wykazało, że prawie jedna trzecia republikanów - 30% - zgodziła się ze stwierdzeniem: „Prawdziwi amerykańscy patrioci mogą być zmuszeni uciec się do przemocy, aby ocalić kraj”.

Nawet pragmatyczni ludzie z bezpartyjnego think tanku Brookings Institution ostrzegli niedawno, że nie należy lekceważyć możliwości wybuchu drugiej wojny domowej: „Nie powinniśmy zakładać, że to nie może się zdarzyć i ignorować złowrogie oznaki, że konflikt wymyka się spod kontroli” – ostrzegli William. G. Gale i Darrell M. West.

Sprzeciw wobec szczepionek w obliczu globalnej pandemii i uparta wiara w wielokrotnie obalone twierdzenia dotyczące wyborów prezydenckich pokazały dziennikarzom i opinii publicznej, jak bardzo silne przekonania mogą kształtować odbiór rzeczywistości, powiedział prof. Cassino.

„Wiara ludzi dotycząca rzeczywistości jest nieskończenie plastyczna” – dodał. „Chciałbym, żeby tak nie było, ponieważ jest to naprawdę złe dla społeczeństwa. Chciałbym się mylić."

na podst. theconversation, salon.com
rj