W Stanach Zjednoczonych ponad 170 milionów osób deklaruje gotowość oddania swoich organów po śmierci. To wysoka liczba, bo około 60 procent dorosłych Amerykanów. Mimo tak wysokiego odsetka chętnych, lista osób oczekujących na przeszczep wciąż przekracza 100 tysięcy, a codziennie umiera 13 pacjentów, którzy nie doczekali operacji.
Rozbieżność między poparciem społecznym a rzeczywistą liczbą przeszczepów wynika z szeregu ograniczeń biologicznych, psychologicznych i systemowych. Przyjrzyjmy się tym ograniczeniom bliżej:
Ograniczenia medyczne
Główna bariera tkwi w biologii. Według organizacji Donor Alliance, tylko trzy osoby na tysiąc umierają w warunkach, które pozwalają na wykorzystanie ich organów. Narządy muszą być cały czas zaopatrywane w krew aż do momentu pobrania, co oznacza, że śmierć musi nastąpić w szpitalu, zazwyczaj w wyniku śmierci mózgu, z zachowaną pracą serca dzięki respiratorowi.
Większość zgonów ma miejsce w domach, wypadkach komunikacyjnych lub w okolicznościach, które uniemożliwiają szybkie zabezpieczenie narządów. Nerki, serce czy wątroba tracą zdolność do przeszczepienia w ciągu kilku minut od zatrzymania krążenia. Dlatego wysoki poziom rejestracji nie przekłada się bezpośrednio na realną dostępność organów.
Decyzje rodzin
Kolejnym powodem bywają wątpliwości rodzin. Choć formalnie rejestracja dawcy jest wiążąca, lekarze nierzadko rezygnują z pobrania organów, gdy bliscy wyrażają zdecydowany sprzeciw. Wynika to z obaw przed konfliktem i traumą rodziny. Dotyczy to mniej niż 10 proc. przypadków, ale i tak oznacza utratę wielu potencjalnych transplantacji.
Dawstwo za życia – bariery psychologiczne i finansowe
Znacznie rzadziej praktykowane jest dawstwo żywych osób – najczęściej to oddanie jednej nerki lub fragmentu wątroby. Choć 86 proc. Amerykanów deklaruje, że rozważyłoby taki krok w stosunku do członka rodziny, w praktyce rocznie wykonuje się tylko około 7 tysięcy takich zabiegów. Jeszcze mniej – poniżej 350 – dotyczy osób obcych, niespokrewnionych z biorcą.
Psychologowie podkreślają, że łatwiej zdecydować się na pomoc komuś bliskiemu, z kim łączy dawce emocjonalna więź. Pacjenci z listy oczekujących to dla wielu jedynie anonimowe numery statystyczne, a perspektywa poddania się skomplikowanej operacji dla nieznajomego wydaje się znacznie trudniejsza.
Nie bez znaczenia są koszty. Choć procedury medyczne pokrywa ubezpieczenie biorcy, to dawcy często muszą sami radzić sobie z utraconymi dochodami, kosztami podróży czy opieką nad rodziną. W pierwszym roku wydatki mogą wynieść od kilkuset do prawie 20 tysięcy dolarów. Dodatkowo proces kwalifikacyjny jest czasochłonny, wymaga licznych badań, konsultacji psychologicznych i wielomiesięcznej współpracy z zespołem transplantacyjnym.
Dlaczego wielu nie rejestruje się w ogóle?
Czterech na dziesięciu dorosłych Amerykanów wciąż nie jest wpisanych do rejestru dawców. Często decyduje o tym zwykła zwłoka – rejestracja wymaga aktywnego działania, np. podczas wyrabiania prawa jazdy.
W niektórych społecznościach rolę odgrywa także brak zaufania do służby zdrowia. To szczególnie widoczne wśród Afroamerykanów i Latynosów, którzy historycznie doświadczali nierówności w opiece zdrowotnej. Paradoksalnie to właśnie te grupy częściej cierpią na przewlekłą niewydolność nerek spowodowaną cukrzycą i nadciśnieniem, i są licznie reprezentowane na listach oczekujących.
Istnieją także wątpliwości natury religijnej czy kulturowej, choć w większości dużych religii przeszczepy są jednak postrzegane jako akt altruizmu i miłosierdzia.
Nadzieja na zmiany
Transplantologia jako dziedzina medycyny rozwija się stosunkowo krótko – dopiero w latach 80. XX wieku dzięki nowym lekom możliwe stało się skuteczne zapobieganie odrzutom przeszczepów. Wciąż więc nie jest to praktyka w pełni zakorzeniona w kulturze społecznej.
Obecnie w Kongresie pracuje się nad projektem ustawy End Kidney Deaths Act. Zakłada on przyznanie osobom oddającym nerkę ulgi podatkowej w wysokości 10 tysięcy dolarów rocznie przez pięć lat. Według wyliczeń, takie rozwiązanie mogłoby uratować nawet 100 tysięcy istnień ludzkich w ciągu dekady. To jedno z nielicznych działań, które może znacząco zmienić dramatyczną sytuację pacjentów czekających na przeszczep. Jednak jak dotąd projekt nie uzyskał wystarczającego poparcia. Niektórzy argumentują, że finansowe zachęty mogłyby osłabić altruistyczny charakter dawstwa organów, a w konsekwencji nawet zmniejszyć liczbę dawców.