Przegrane wybory to dla Trumpa utrata immunitetu
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Pełnienie najwyższego urzędu w kraju to ochrona przed potencjalnym postępowaniem karnym, a także szerokie uprawnienia do utrudniania ewentualnych dochodzeń i procesów. Znika to wszystko wraz z utratą stanowiska.

Prawnicy od dawna debatują, czy urzędującemu prezydentowi można postawić zarzut popełnienia przestępstwa. Opinie są różne i zależne od przytaczanych przykładów.

Wszyscy zgadzają się jednak, iż po opuszczeniu stanowiska i uzyskaniu "cywilnego" statusu były prezydent może odpowiadać przed sądem jak każdy inny obywatel.

Według ekspertów prawnych można znaleźć wiele powodów do postawienia oskarżeń Donaldowi Trumpowi. Jednak nowa administracja może zrezygnować z takiej możliwości i sprawa zakończy się na etapie teoretycznych dyskusji. Może oczywiście podjąć decyzję o wznowieniu śledztwa w sprawie utrudniania pracy wymiarowi sprawiedliwości lub wszcząć nowe, choćby dotyczące rozliczeń podatkowych. Donald Trump stoi również w obliczu konsekwencji dochodzenia prowadzonego przez prokuratora okręgowego na Manhattanie, które może skutkować postawieniem zarzutów karnych.

Zapytany o opinię w tej sprawie Biały Dom nie odniósł się do tematu. Osobisty prawnik prezydenta, Jay Sekulow, nie odpowiedział na prośby o komentarz. Podobnie Alan Garten, prawnik Trump Organization.

Jednak media spekulują na ten temat od dawna. Zobaczmy, o czym przede wszystkim:

Utrudnianie pracy wymiarowi sprawiedliwości

Raport Muellera wyszczególnił takie przypadki, choćby sugestię, aby były dyrektor FBI James Comey zamknął śledztwo w sprawie Michaela Flynna, byłego doradcy prezydenta. Informacje w tej sprawie prezydent nazwał mistyfikacją.

Zespół Muellera powstrzymał się od przedstawienia jakichkolwiek zarzutów karnych powołując się w swoim raporcie na oficjalne stanowisko Departamentu Sprawiedliwości, które mówi, iż nie można postawić w stan oskarżenia urzędującego prezydenta.

Po opuszczeniu Białego Domu zakaz ten nie miałby już zastosowania. Teoretycznie Biden mógłby wznowić śledztwo, ale ściganie byłego prezydenta wywołałoby polityczną nawałnicę. Poza tym Donald Trump zasugerował jakiś czas temu, że mógłby sam siebie ułaskawić z przeszłych i przyszłych przewinień, co prawdopodobnie rozpoczęłoby lata dyskusji na ten temat.

Nawet gdyby prokuratorzy federalni zdecydowali się kontynuować dochodzenie, napotkaliby spore przeszkody. Andrew Weissmann, jeden z głównych prokuratorów w zespole Muellera, mówi, że raport końcowy zawiera „wystarczający dowód” na utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości, ale jednocześnie przyznaje, iż nowy prokurator generalny prawdopodobnie chciałby więcej.

Naruszenia dotyczące finansów kampanii

Wieloletni osobisty prawnik i doradca Trumpa, Michael Cohen, został skazany na ponad trzy lata więzienia po przyznaniu się do naruszenia praw regulujących finanse kampanii politycznej.

W 2016 zapłacił za milczenie aktorce filmów porno, Stormy Daniels, która twierdziła, że miała romans z Trumpem. Cohen powiedział, że Trump, zidentyfikowany w aktach sprawy jako „Individual 1”, kierował płatnościami, które według prokuratorów stanowiły nielegalny wkład do kampanii. Wydawca National Enquirer, American Media Inc. i ówczesny szef magazynu, David Pecker, również przyznali się do współpracy z Cohenem w celu likwidacji potencjalnie szkodliwych historii o kandydacie z wykorzystaniem cichych płatności.

W tym przypadku pewnie byłoby podobnie jak w poprzednim punkcie. Choć oskarżając Cohena prokuratura w pewien sposób wskazała również na winę Trumpa. Jednak według ekspertów nic z tego nie będzie. Kolejna administracja prawdopodobnie nie będzie chciała tego kontynuować.

Podatki federalne

To jedna z najlepiej chronionych tajemnic prezydenta. W obszernym raporcie NYT donosił o oszałamiających stratach zgłoszonych w rozliczeniach, które pozwoliły zapłacić Trumpowi jedynie 750 dolarów w2016 r. 

Podobno audyt prowadzony od dawna przez IRS dotyczy zwrotu podatku w wysokości 73 milionów dolarów, o który się ubiegał.

Kilka odliczeń wzbudziło zdumienie wśród ekspertów podatkowych, którzy stwierdzili, że mogą one stanowić podstawę do ścigania oszustw podatkowych.

Jednak wszelkie zarzuty karne w tych sprawach zależałyby od tego, czy prokuratorzy mogliby wykazać, że doszło do celowego oszustwa.

„Musieliby mieć notatki w plikach lub e-maile świadczące o tym” - mówi były audytor Urzędu Skarbowego Michael Sullivan.

Jeśli nie zarzuty karne, to co z ewentualnymi zaległościami? Donald Trump może zostać pozwany przez IRS, ale według specjalistów kwoty odpisów mogą być niewystarczające, by na tyle zainteresować IRS, Aby ścigać byłego prezydenta USA.

Podatki w stanie NY

Prokuratora okręgowy Manhattanu, Cyrus Vance, domaga się ośmiu lat jego zeznań podatkowych, finansowych i bankowych. Trump broni się, włącznie z próbą wykorzystania Sądu Najwyższego stanu NY, który w lipcu odrzucił wniosek o objęcie go immunitetem w sprawie wszelkich postępowań stanowych w przyszłości.

Po przegranych wyborach dochodzenie pewnie nabierze tempa, a Vance`owi łatwiej będzie uzyskać wiele dokumentów.

Prawo łaski nie ma zastosowania w sprawach stanowych, a Vance w przyszłym roku startuje w wyborach w powiecie, w którym Trump zdobył zaledwie 10% głosów. Poza tym nie obowiązuje go zasada wyznawana przez Departament Sprawiedliwości. Może się okazać, że będzie kontynuował dochodzenie i postawi oskarżenia. Problem - zwracają uwagę prawnicy - to ewentualne znalezienie bezstronnego jury, bo przecież każdy zna Donalda Trumpa.

Trump Inc. - nieruchomości

Nowojorska prokurator generalna, Letitia James, bada, czy firma zajmująca się nieruchomościami rodziny Trumpa podawała ich fałszywą wartość w celu zabezpieczenia pożyczek lub ulg podatkowych. Jej biuro zmusiło syna prezydenta, Erica Trumpa, wiceprezesa wykonawczego Trump Organization, do złożenia oświadczenia w tej sprawie.

W tej chwili jest to sprawa cywilna, co oznacza, że ewentualne kary miałyby charakter finansowy. Może się to zmienić, jeśli prokurator uzna, że istnieją dowody przestępstwa. Eric twierdzi, że śledztwo jest motywowane politycznie.

Do tej pory sądy okazywały szacunek wobec urzędu prezydenta. Jednak po 20 stycznia może zostać zmuszony do złożenia zeznań. Podejrzewa się również, że wraz z utratą stanowiska łatwiej będzie o świadków i dowody w sprawie.

Wykorzystanie urzędu do wzbogacenia

Chodzi o podejrzenie złamania tzw. klauzuli wynagrodzeń (Emoluments Clause). Zarzuty, że Donald Trump wykorzystuje prezydenturę dla osobistych korzyści, były jednymi z najczęściej powtarzanych podczas kadencji.

Kongresowi demokraci i ich prokuratorzy generalni wnieśli dwa pozwy o złamanie klauzuli wynagrodzeń zawartej w Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która zabrania prezydentowi przyjmowania prezentów lub wartościowych rzeczy od obcych rządów. Chodzi głównie o przedstawicieli różnych krajów, w tym Arabii Saudyjskiej, o wydawanie pieniędzy w hotelu należącym do Trumpa. Trzeci pozew wniosła grupa pozarządowa. Jeden morzono, pozostałe czeka pewnie podobny los, gdyż granica jest płynna.

Prezydent raczej nie ma się czego obawiać w związku z posądzeniami o złamanie tej zasady. Zwłaszcza, że i tak prawo nie przewiduje za to żadnych poważnych kar.

Kongresowe rozprawy finansowe

Demokraci w Kongresie walczą w sądzie o dostęp do danych finansowych prezydenta. Jedna ze spraw toczy się w sądzie federalnym w Waszyngtonie. Dwa inne procesy dotyczą jego księgowych i bankierów. W tych ostatnich Sąd Najwyższy orzekł, że Kongres nie może zmusić, przynajmniej na razie, do ujawnienia dokumentacji finansowej urzędującego prezydenta. Sprawy zostały odesłane do sądów niższej instancji.

Przed objęciem urzędu przez Trumpa powszechnie uznawano, że komitety kongresowe mogą zażądać zeznań każdego podatnika, w tym prezydenta. Ale sekretarz, Steve Mnuchin, sprzeciwił się temu i walka przeniosła się do sądów.

Administracja Bidena mogłaby przekazać podatki Trumpa Kongresowi, choć nie wiadomo, czy to zrobi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w jaki sposób sądy rozstrzygną wnioski demokratów, choć straci niedługo ważność argument, iż spór koliduje z obowiązkami prezydenta.

Oszustwa marketingowe

Trump i trójka jego dzieci pozwani zostali w 2018 roku w związku z poparciem, jakiego udzielili publicznie w programie Celebrity Apprentice wielopoziomowej firmie marketingowej, ACN Opportunity LLC, która później zbankrutowała. Oskarżenie wniosły osoby przekonujące, iż rodzina Trump przekonała ich do zainwestowania setek tysięcy dolarów w usługę telefonii stacjonarnej ACN, która szybko została przyćmiona przez smartfony.

Sprawa toczy się i po opuszczeniu Białego Domu prawdopodobnie nabierze tempa. Trudno też zgodzić się z opinią prezydenta, iż jest to kolejna sprawa motywowana politycznie.

Prywatne pozwy

Jeden wniosła niedawno siostrzenica prezydenta, Mary Trump, oskarżając prezydenta o próbę wyłudzenia milionów ze spadku pozostawionego jej przez dziadka za pomocą fałszywych dokumentów i pożyczek. Mary opublikowała w lipcu książkę, w której przedstawiła swego wuja w nienajlepszym świetle, jako narcystycznego kłamcę i opisała sprawę majątku. Donald Trump nazwał książkę swojej siostrzenicy „kłamstwem", ale jednocześnie oskarżył ją o złamanie umowy o zachowaniu poufności, którą podpisała w ramach ugody spadkowej.

Pozew ze strony E. Jean Carroll. Kobieta w 2019 r. stwierdziła, że Trump zgwałcił ją w latach 90. Prezydent szybko zarzucił jej kłamstwo, dodając, że „nie jest w jego typie”. Wtedy Carroll pozwała go o zniesławienie, a gdy nadszedł termin dostarczenia próbki DNA w sprawę wmieszał się Departament Sprawiedliwości domagając się oddalenia pozwu. Decyzja nie została jeszcze podjęta.

Kolejny prywatny pozew tym razem ze strony Summer Zervos. Była uczestniczka programu The Apprentice wydała oświadczenie na kilka tygodni przed wyborami w 2016 roku, w którym utrzymywała, iż Trump obmacywał i całował ją w pokoju hotelowym w 2007 roku. Donald Trump zaprzeczył i nazwał ją kłamcą, co doprowadziło do wniesienia sprawy do sądu rok później.

Do tej pory przed rozprawą chroni prezydenta immunitet. Jednak w tej i kilku innych sprawach przestanie on obowiązywać. Zwłaszcza, że w 1997 r. Sąd Najwyższy orzekł, że ówczesny prezydent - Bill Clinton - może zostać pozwany w sądzie federalnym w sprawach sprzed objęcia urzędu. To może oznaczać, że Donald Trump będzie musiał złożyć zeznania niezależnie od tego jak zakończy się ta sprawa.

na podst. Bloomberg
rj