----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

08 czerwca 2022

Udostępnij znajomym:

Niejeden Amerykanin zapewne pamięta długie kolejki na stacjach benzynowych oraz zamykanie fabryk. Działo się to w latach 70. Stagflacja to najbardziej gorzka z ekonomicznych pigułek: kiedy wysoka inflacja miesza się ze słabym rynkiem pracy, trwale odbijając się na portfelach konsumentów.

Przez dziesiątki lat większość ekonomistów nie sądziła, że taka paskudna mieszanka jest w ogóle możliwa. Przez długi czas zakładali, że inflacja może być wysoka tylko wtedy, gdy gospodarka jest silna, a bezrobocie niskie - przypomina Chicago Tribune. Jednak nie należy jej lekceważyć, jako zagrożenia długoterminowego.

Czy dziś stagflacja jest możliwa?

W tym tygodniu Bank Światowy gwałtownie obniżył prognozę dla globalnej gospodarki, a ryzyko wystąpienia stagflacji określił jako "znaczące". Instytucja obcięła prognozę światowego wzrostu gospodarczego na obecny rok z 4,1 do 2,9 procent.

"Niebezpieczeństwo stagflacji jest dziś znaczące. Przewiduje się, że w latach 2021-2024 globalny wzrost gospodarczy zmniejszy się o 2,7 punktu procentowego – ponad dwukrotnie więcej niż w latach 70. Niski wzrost będzie prawdopodobnie utrzymywał się przez całą dekadę z powodu słabych inwestycji w większości krajów świata. Ponieważ w wielu krajach inflacja jest obecnie najwyższa od dziesięcioleci, a podaż będzie rosła powoli, istnieje ryzyko, że inflacja będzie utrzymywać się na wyższym poziomie dłużej, niż się obecnie przewiduje" – napisano w raporcie.

"Światowa gospodarka znów jest w niebezpieczeństwie" - ostrzegła agencja walcząca z ubóstwem. "Tym razem stoi ona w obliczu wysokiej inflacji i powolnego wzrostu w tym samym czasie. Jest to zjawisko jakiego świat nie widział od lat 70. ubiegłego wieku".

Perspektywy USA

W zeszłym miesiącu Sekretarz Skarbu USA, Janet Yellen, również wyraziła swoje obawy mówiąc, że "perspektywy gospodarcze na całym świecie są trudne i niepewne, a wyższe ceny żywności i energii wywołują skutki stagflacyjne, czyli obniżają produkcję i wydatki, jednocześnie podnosząc inflację".

Rząd szacuje, że w okresie od stycznia do marca gospodarka USA skurczyła się o 1,5% w skali roku. Na razie jednak ekonomiści są zgodni, że ma ona wystarczający impet, aby uniknąć recesji. Mimo to problemy narastają. Zatory w łańcuchach dostaw i zakłócenia spowodowane wojną w Ukrainie wywołują najszybszy od dziesięcioleci wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Rezerwa Federalna i inne banki centralne, starają się nadrobić zaległości, agresywnie podnosząc stopy procentowe. Były przewodniczący Fed, Ben Bernanke, powiedział w zeszłym miesiącu dziennikowi The New York Times, że "inflacja jest nadal zbyt wysoka, ale spada. W ciągu najbliższego roku lub dwóch powinien więc nastąpić okres, w którym wzrost gospodarczy będzie niski, bezrobocie trochę wzrośnie, a inflacja wciąż będzie wysoka".

Swoje przemyślenia podsumował słowami: "Można to nazwać stagflacją".

Czym jest stagflacja?

Nie do końca da się ją zdefiniować. Jednak specjaliści, tacy jak Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics, używają swoich własnych kryteriów. Według Zandi stagflacja pojawi się w Stanach Zjednoczonych, gdy stopa bezrobocia osiągnie co najmniej 5%, a ceny konsumpcyjne wzrosną o min. 5% lub więcej w stosunku do roku poprzedniego. Obecnie stopa bezrobocia w USA wynosi zaledwie 3,6%.

Jednak w Unii Europejskiej, gdzie bezrobocie jest zazwyczaj wyższe, próg Zandiego jest inny: bezrobocia na poziomie 9% i inflacja w wysokości 4% w ujęciu rocznym spowodowałyby stagflację.

Niemożliwe stało się możliwe

Jeszcze około 50 lat temu ekonomiści uważali stagflację za niemal niemożliwą. Trzymali się czegoś, co nazwano krzywą Phillipsa – od nazwiska ekonomisty A.W.H. "Billa" Phillipsa z Nowej Zelandii. Teoria ta głosi, że inflacja i bezrobocie poruszają się w przeciwnych kierunkach.

To w zasadzie logiczne. Gdy gospodarka jest słaba i panuje bezrobocie, firmom trudno jest podnosić ceny. Dlatego inflacja powinna pozostać na niskim poziomie. Podobnie, gdy gospodarka jest na tyle dobra, że firmy mogą podwyższać ceny, wówczas bezrobocie powinno pozostawać na dość niskim poziomie.

Rzeczywistość jednak może być inna. Szok podażowy - na przykład gwałtowny wzrost cen surowców, który wywołuje inflację i sprawia, że konsumenci mają mniej pieniędzy do wydania - może wszystko zakłócić.

Co wydarzyło się w latach 70.?

Arabia Saudyjska i inne kraje produkujące ropę naftową nałożyły embargo na Stany Zjednoczone i pozostałe państwa, które poparły Izrael w wojnie w 1973 r. Ceny ropy wzrosły i utrzymywały się na wysokim poziomie. Dla wielu wzrosły koszty życia, ludzie często nie mogli związać końca z końcem. Gospodarka zaczęła się chwiać. Właśnie wtedy pojawiła się stagflacja. W latach 1974-1982 inflacja i bezrobocie w Stanach Zjednoczonych każdego roku przekraczały 5%. Połączenie tych dwóch czynników  zaczęto nazywać "wskaźnikiem nędzy", który w roku 1980 osiągnął szczytowy poziom.

Stagflacja, a zwłaszcza chronicznie wysoka inflacja, stała się cechą charakterystyczną lat siedemdziesiątych. Politycy na próżno starali się rozwiązać ten problem. Prezydent Richard Nixon bezskutecznie uciekał się do kontroli płac i cen. Administracja Forda wypuściła nawet plakietki "Uderz w inflację teraz".

Czy stagflacja już nadeszła?

Nie, na razie szklanka stagflacji jest tylko w połowie pełna – podsumowuje Chicago Tribune. Ceny konsumpcyjne wzrosły w kwietniu o 8,3% w porównaniu z rokiem ubiegłym, czyli niewiele poniżej 41-letniego maksimum ustanowionego w poprzednim miesiącu.

Rosną głównie dlatego, że gospodarka z niespodziewanym impetem wyszła z krótkiej, ale wyniszczającej recesji pandemicznej. Fabryki, porty i stocznie towarowe zostały przeciążone próbując nadążyć za niespodziewanym wzrostem zamówień klientów. Skutkiem tego są opóźnienia, braki i wyższe ceny.

Jakby tego było mało, wojna na Ukrainie jeszcze pogorszyła sytuację, zakłócając handel energią i żywnością, co w konsekwencji doprowadziło do jeszcze większego wzrostu cen.

Z kolei niektórzy republikanie winą za rosnące ceny obarczają uchwalony w marcu zeszłego roku Amerykański Plan Ratunkowy (American Rescue Plan) o wartości 1,9 mld. dolarów, który między innymi zapewnił środki na dalszą walkę z koronawirusem i jego konsekwencjami dla gospodarki. Nie tłumaczy to jednak inflacji w pozostałej części globu i nie bierze pod uwagę innych, ważnych czynników ekonomicznych.

Na szczęście, stagflacja jeszcze nie nadeszła. Co prawda rząd podał w czwartek, że produkcja gospodarcza skurczyła się od stycznia do marca, ale rynek pracy w kraju nadal się rozwija. Stopa bezrobocia wynosi 3,6% i jest niewiele wyższa od najniższego poziomu w ciągu ostatnich 50 lat.

W ubiegłym miesiącu Fed podał, że Amerykanie cieszą się dobrą kondycją finansową: Prawie osiem na dziesięć osób dorosłych stwierdziło jesienią ubiegłego roku, iż "radzi sobie dobrze lub żyje komfortowo" - to najwyższy odsetek od czasu, gdy Fed zaczął zadawać to pytanie w 2013 roku.

Jest ryzyko

Swoje obawy o potencjalną stagflację ma również przewodniczący Fed, Jerome Powell. Przyznał on w zeszłym miesiącu, że bank centralny może nie być w stanie uniknąć recesji. W programie "Marketplace" nadawanym w American Public Media powiedział, że martwi się o "czynniki, których nie kontrolujemy". Chodzi o wojnę na Ukrainie, spowolnienie w Chinach i niekończącą się pandemię koronawirusa.

Inflacja osłabia siłę nabywczą Amerykanów, gdyż przez 13 miesięcy z rzędu ceny rosły szybciej niż płace. Oszczędności mieszkańców USA spadły poniżej poziomu sprzed pandemii.

Dlaczego stagflacja zniknęła na tak długo?

Przez cztery dekady w Stanach Zjednoczonych problem inflacji był niemal wyeliminowany.

"Od czasu problemów w późnych latach 70. i wczesnych 80. Fed ciężko pracował, aby utrzymać inflację i oczekiwania inflacyjne bliżej celu" – mówi Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics. Ten cel obecnie wynosi około 2%. Inne czynniki, w tym rozwój taniej produkcji w Chinach i innych krajach rozwijających się utrzymywały ścisłą kontrolę nad cenami.

Co prawda w USA zdarzały się okresy, kiedy bezrobocie było wysokie. Tuż po recesji w latach 2007-2009 wynosiło ono 10%, a po wybuchu pandemii COVID-19 w 2020 r. aż 14,7%. Jednak do zeszłego roku inflacja utrzymywała się na niskim poziomie.

Na stagflację jeszcze bardziej jest narażona Europa. Ceny energii na tym kontynencie gwałtownie wzrosły od czasu inwazji Rosji na Ukrainę, a bezrobocie w 27 krajach Unii Europejskiej wynosi już 6,2%.

al

----- Reklama -----

MCGrath Evanston Subaru

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----