Pierwsze dane sugerują, że Stany Zjednoczone mogą wchodzić w kolejny ciężki sezon grypowy. Choć aktywność wirusa jest jeszcze stosunkowo niska, eksperci coraz wyraźniej ostrzegają, że nadchodzące miesiące mogą przynieść wyższy poziom zachorowań i poważniejsze przebiegi choroby.
Richard Webby ze szpitala St. Jude w Memphis, zajmujący się badaniem grypy, zwraca uwagę, że sygnały z początku sezonu są wyraźne. Jego zdaniem aktywność grypy może okazać się intensywniejsza niż w poprzednich sezonach.
Południowa półkula daje pierwsze wskazówki
Jednym z najlepszych sposobów przewidywania tego, co czeka kraje północy, jest analiza sytuacji w krajach na półkuli południowej, gdzie zima zaczyna się pół roku wcześniej. A tam, jak podkreśla Webby, odnotowano wyraźny wzrost zachorowań. Sezon był długi, a jego końcowa faza trwała dłużej niż zwykle.
W podobnym kierunku zmierza sytuacja w niektórych państwach Europy, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie grypa zaczęła uderzać z dużą siłą. Zwykle oznacza to, że podobny trend dotrze również do Stanów Zjednoczonych.
Dominujący szczep budzi obawy
Kolejnym ostrzeżeniem jest dominujący w tej chwili w krajach na półkuli północnej szczep wirusa. Z danych amerykańskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób wynika, że sezonem rządzi odmiana H3N2 — a ta, jak przypomina Webby, bywa bardziej problematyczna.
W latach, gdy H3N2 dominuje, notuje się najczęściej większą liczbę zachorowań i cięższe przebiegi, co potwierdza ostatni sezon z 2016–2017 roku. Dodatkowo w USA pojawił się nowy wariant H3N2, który zyskał przewagę nad pozostałymi.
Epidemiolog Caitlin Rivers z Johns Hopkins tłumaczy, że wirus „zmutował na tyle, by być trudniej rozpoznawalnym dla naszego układu odpornościowego i dla szczepionki”. To może oznaczać, że tegoroczna szczepionka nie będzie tak dobrze dopasowana, jak zakładano. Mimo to, jak pokazują dane z Wielkiej Brytanii, preparat nadal zapewnia znaczącą ochronę - szczególnie przed hospitalizacją.
Brytyjskie dane mówią, że szczepionka chroni dzieci przed hospitalizacją w około 70–75 procentach, a dorosłych w 30–40 procentach. To wciąż bardzo solidna ochrona przed ciężkim przebiegiem choroby, dlatego eksperci apelują, by nie odkładać szczepień.
Rivers podkreśla, że moment jest kluczowy: aktywność grypy rośnie, a szczyt zwykle przypada na okres świąteczno-noworoczny. Ponieważ odporność po szczepieniu rozwija się około dwóch tygodni, nie warto zwlekać.
Każdej zimy grypa zabija w USA od 12 do 52 tysięcy osób. Dlatego, zdaniem epidemiologów, kluczowe znaczenie ma nie tylko szczepienie na grypę, ale także przyjęcie aktualnej dawki szczepionki przeciw COVID-19, choć przewidują, że zainteresowanie preparatami w tym sezonie może być niższe niż w poprzednich latach.
Niepokój i wątpliwości w debacie publicznej
Rivers wyraża obawę, że część osób może zrezygnować z szczepień pod wpływem publicznych dyskusji podważających skuteczność i bezpieczeństwo preparatów. Zaznacza jednak, że dowody są jednoznaczne - szczepionki chronią przed ciężkimi powikłaniami i hospitalizacją, dlatego wciąż są jednym z najważniejszych narzędzi w walce z sezonową grypą.
Departament Zdrowia USA w oświadczeniu podkreślił, że na tym etapie „jest zbyt wcześnie, by przewidzieć, które wirusy będą dominować i jak skuteczna okaże się tegoroczna szczepionka”. Jednocześnie zaznaczono, że decyzja o szczepieniu jest osobista, ale powinna być podejmowana po rozmowie z lekarzem i ocenie korzyści oraz ryzyka.