Po listopadowych wyborach do amerykańskiego Kongresu nowa kadencja rozpocznie się z niespotykaną od dekad liczbą nowych twarzy. Już teraz wiadomo, że co najmniej 83 obecnych członków Izby Reprezentantów i Senatu nie wróci na swoje stanowiska – a to i tak nie ostateczna liczba, bo część prawyborów wciąż trwa, a przed politykami jeszcze wybory generalne.
Kongres USA składa się z dwóch izb: liczącej 435 członków Izby Reprezentantów oraz mającego 100 członków Senatu. Reprezentantów w języku potocznym znacznie częściej nazywa się „kongresmenami”. Osoby zasiadające w drugiej izbie to senatorowie i tak zwykle się o nich mówi. W szerszym znaczeniu jedni i drudzy należą jednak do Kongresu i mogą być określani jako jego członkowie.
Według analizy portalu Ballotpedia, liczba kongresmenów rezygnujących z ubiegania się o reelekcję jest najwyższa od 2000 roku. To zjawisko wynika z kilku nakładających się na siebie procesów, które razem tworzą obraz Kongresu przechodzącego głęboką przebudowę.
Fala dobrowolnych odejść
Największą grupę odchodzących stanowią politycy, którzy po prostu postanowili zakończyć karierę – wielu z nich po dekadach służby publicznej. W samej Izbie Reprezentantów blisko połowa odchodzących członków to osoby przechodzące na emeryturę polityczną, wśród nich kilka bardzo rozpoznawalnych nazwisk z obu partii. W Senacie decyzję o odejściu ogłosiło dziesięcioro senatorów, w tym politycy o wieloletnim stażu, których zdrowie lub napięte relacje z własną partią stały się tematem publicznej debaty.
Rezygnacje w trakcie kadencji
Obecna, 119. kadencja Kongresu już teraz wygląda inaczej niż w dniu inauguracji w styczniu 2025 roku. Część polityków odeszła, by objąć stanowiska w administracji prezydenckiej, inni – by sprawować nowo wygrane funkcje na szczeblu stanowym, na przykład stanowiska gubernatorskie. Kilka rezygnacji miało też podłoże skandaliczne – zarzuty dotyczące molestowania seksualnego czy nieprawidłowości w finansowaniu kampanii zmusiły kilka osób do przedwczesnego opuszczenia urzędu.
Zmarli członkowie Kongresu
Kongres odnotował też kilka tragicznych strat. W Izbie Reprezentantów zmarło pięcioro członków, w wieku od 65 do 80 lat. W Senacie życie stracił jeden z najbardziej rozpoznawalnych republikańskich senatorów, wieloletni uczestnik życia politycznego Kapitolu, który zmarł w lipcu w wieku 71 lat.
Walka o inne stanowiska
Osobną kategorię stanowią politycy, którzy zrezygnowali z ubiegania się o reelekcję do swojej dotychczasowej izby, by ubiegać się o inny urząd – najczęściej miejsce w Senacie lub fotel gubernatora. Blisko trzydziestu kongresmenów podjęło taką próbę, choć nie wszystkim się to udało – kilkunastu przegrało już w prawyborach. Wśród sukcesów jest grupa polityków, którzy zdobyli partyjną nominację senacką lub gubernatorską, a wśród porażek – zarówno republikanie, jak i demokraci przegrywający z bardziej radykalnymi rywalami wewnątrz własnych partii.
Prawybory jako pole bitwy
To właśnie prawybory okazały się w tym cyklu wyjątkowo brutalne. Historycznie urzędujący członkowie Izby Reprezentantów wygrywają reelekcję w ponad 98 procentach przypadków, tymczasem w tym roku już kilkunastu z nich przegrało własne partyjne prawybory – to liczba znacznie przewyższająca powojenną średnią.
Wśród demokratów widać wyraźny bunt przeciwko establishmentowi partyjnemu – młodsi, bardziej progresywni kandydaci, często wspierani przez ruchy socjalistyczne lub lokalnych liderów o radykalniejszym profilu, pokonują wieloletnich, ustabilizowanych kongresmenów. Podobny wzorzec – zmiana pokoleniowa zamiast ideologicznej – widać też w pojedynczych starciach, gdzie młodsi kandydaci wygrywają z politykami sprawującymi mandat od kilkunastu kadencji.
Po stronie republikańskiej prawybory stały się z kolei w dużej mierze testem lojalności wobec prezydenta Donalda Trumpa. Politycy, którzy w przeszłości krytykowali go lub głosowali w sprawie impeachmentu po ataku na Kapitol w styczniu 2021 roku, przegrywali z kandydatami popieranymi bezpośrednio przez Trumpa. Zdarzył się też odwrotny przypadek: jeden z popieranych przez prezydenta kongresmenów przegrał z rywalem, który skorzystał na przekształceniu okręgu wyborczego oraz wsparciu finansowym zewnętrznych komitetów.
Co to oznacza dla Kongresu
Suma tych wszystkich procesów – emerytur, rezygnacji, śmierci, prób zmiany stanowiska i porażek w prawyborach – sprawia, że nadchodząca, 120. kadencja Kongresu USA będzie miała wyjątkowo dużo nowych, niedoświadczonych twarzy. Tak duża wymiana może zmienić układ sił w obu partiach i przyspieszyć zmianę pokoleniową w amerykańskiej polityce. Może też wzmocnić widoczny już trend: kandydaci umiarkowani i skłonni do kompromisu coraz częściej ustępują miejsca politykom o bardziej zdecydowanych poglądach – zarówno wśród demokratów, jak i republikanów.