Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Związek zawodowy chicagowskich nauczycieli zagłosował w środę nad przyjęciem wstępnej umowy z urzędnikami miasta, ale odmówił zakończenia strajku. Zajęcia w szkołach zostały odwołane w czwartek.

Związek domaga się od CPS, aby stracone dni zostały odrobione pod koniec roku szkolnego, zanim nauczyciele powrócą do klas. Bez tych dni nie otrzymają oni zapłaty za czas stracony podczas strajku.

Burmistrz Lori Lightfoot od początku nie chciała nadrabiać straconych dni i wydłużać roku szkolnego. Kurator oświaty, Janice Jackson powiedziała, że będzie to wymagało skrócenia przerwy zimowej lub wiosennej albo dodania dni pod koniec roku szkolnego.

Stan Illinois wymaga co najmniej 180 dni szkolnych w roku. Z różnych powodów uczniowie czasami zwolnieni są z zajęć. Zwykle związane jest to z niepogodą – ostrą śnieżycą, mrozem, upałami, etc. Przewidując podobne sytuacje CPS ma wpisane w rok szkolny dodatkowe osiem dni przeznaczonych na nadrabianie zaległości.

W tym roku wszystkie, co do jednego, wykorzystane zostały w okresie strajku. Decyzja w sprawie dodatkowych dni nauki  podjęta zostanie podczas zebrania Stanowej Rady Edukacji zaplanowanego na 20 listopada.

Prezes związków, Jesse Sharkey powiedział, że nauczyciele nie proszą o zapłatę za strajkowanie, ale określają strajk jako konieczność w próbie zmuszenia dystryktu do kompromisu w kwestiach kontraktowych.

„W ciągu ostatnich dwóch tygodni uzyskaliśmy znaczące dla uczniów korzyści, dzięki którym nasze szkoły będą lepsze w nadchodzących latach” – powiedział. „Zatrudnienie pielęgniarek, pracowników socjalnych i uzyskanie zasobów na pomoc bezdomnym uczniom, to rzeczy, których nie osiągnęlibyśmy, gdyby nauczyciele nie wyszli na linie pikiet”.

Sharkey powiedział, że nauczyciele odbierają odmowę na odrobienie utraconych dni jako „karę” i argumentował, że ostatecznie zaszkodzi to uczniom, szczególnie tym, którzy w tym roku przystąpić muszą do standardowych testów i składają podania na studia.

„Czujemy, że zostaniemy po prostu ukarani, ponieważ mieliśmy czelność sprzeciwić się burmistrz” – powiedział Sharkey. „I to nie w porządku”.

Na 10 rano związek zawodowy zapowiedział strajk przed siedzibą władz miasta, a nauczyciele zamierzają kontynuować strajk, domagając się od burmistrz decyzji o odrobieniu straconych dni.

 

Strajk podzielił miasto

Protestujący nauczyciele spotykają się z różnymi reakcjami. Zwykle tak bywa, że przedłużający się strajk zmienia nastawienie mieszkańców. Tym razem jest podobnie. Od życzliwości i wyrazów wsparcia na początku, po frustrację spowodowaną prawie dwutygodniową przerwą w nauce dla kilkuset tysięcy dzieci.

Część rodziców wraz ze swymi pociechami wspiera nauczycieli, wręcz pikietując razem z nimi. Większość jedak nie bierze udziału w sporze oczekując jego końca. Rodzice starszych uczniów obawiają się, że tak długa przerwa zakłóci proces nauki, a w przypadku ostatnich klas, skomplikuje proces składania dokumentów do szkół wyższych.

Mieszkańcy Chicago starają się zrozumieć obydwie strony. Z jednej nauczyciele domagający się lepszych warunków pracy i pieniędzy dla szkół, z drugiej administracja starająca się nie ulegać żądaniom mogącym podnieść koszt życia w mieście. W końcu pieniądze na edukację pochodza z podatków, głównie nakładanych na nieruchomości.

W pierwszych dniach strajku miasto poprosiło nauczycieli, by na czas negocjacji przerwali protest i powrócili do pracy. Przewodniczący CTU, Jesse Sharkey, odrzucił ją argumentując, iż w ciągu kilku dni akcji związek osiągnął więcej niż wcześniej przez 10 miesięcy. Strajkujący przekonują, że wcześniej nikt nie brał poważnie ich postulatów, dopóki na ulice nie wyszło 25,000 nauczycieli i 7,000 pracowników pomocniczych, członów związku SEIU.

Monitor

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location