----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Tylko raz w okresie 6 lat Mark Maguire podniósł ceny w swojej restauracji w Dallas. W tym roku, tylko od marca, musiał to zrobić już dwukrotnie.

Najpierw niektórzy pracownicy widząc tysięczne bonusy premii za podpisanie umowy o pracę w innych restauracjach zażądali podwyżki płac. Następnie dostawcy podnieśli ceny kurczaka, wołowiny, oleju i innych produktów.

Koszty wzrosły tak szybko, że od marca musiał dwukrotnie przepisywać ceny w restauracyjnym menu. To, czy będzie musiał to zrobić po raz kolejny w wyniku dalszego wzrostu cen zależy od połączenia kilku czynników, jak dostawy żywności, dostępność siły roboczej i zmieniająca się sytuacja pandemiczna.

„Głupotą byłoby wierzyć, że najgorsze za nami” - mówi w rozmowie z dziennikarzami Maguire. „Nie dopuszczam myśli, że są to zmiany długoterminowe".

Podobnie myśli Rezerwa Federalna i administracja rządowa, które przekonują, że inflacyjny szkwał skończy się zanim zaburzy on gospodarcze ożywienie. W tym tygodniu prezydent nazwał wzrost cen „tymczasowym” i powiedział, że plany dotyczące wydatków na infrastrukturę i regulacji kosztów transportu międzynarodowego w dłuższej perspektywie wpłyną na obniżkę cen.

Nie wierzymy w szybką poprawę

Jednak wskaźniki zaufania konsumentów słabną w obliczu nieprzewidywalnej sytuacji i rosnących cen, tłumacząc, dlaczego pracodawcy w większości nie podzielają optymizmu Waszyngtonu.

Ekonomiści Białego Domu porównują dzisiejsze, szybko rosnące ceny do tymczasowego wzrostu inflacji po zakończeniu II wojny światowej, której uregulowanie zajęło 2 i pół roku. Jednak urzędnicy Fed przyznają, że już kilkukrotnie zostali zaskoczeni reakcjami rynku w czasie obecnego ożywienia i że mogą pojawić się kolejne niespodzianki.

„Takie doświadczenia pojawiają się raz na sto lat, do tego gospodarka jest dziś zupełnie inna niż w ubiegłym wieku" - mówi Diane Swonk, główny ekonomista firmy Grant Thornton. „Po prostu nie wiemy co się będzie działo".

Nadmierna stymulacja?

Raport z zeszłego tygodnia wskazuje na 5.4% wzrost cen konsumenckich w czerwcu, co jest największym miesięcznym wzrostem od 13 lat. W wyniku tych liczb na nowo rozgorzała debata na temat tego, czy urzędnicy przypadkiem nadmiernie nie stymulowali gospodarki. Już w ubiegłym roku podczas negocjacji w sprawie pakietów pomocowych zastanawiano się, czy nie wpłyną one na tzw. przegrzanie gospodarki.

W ciągu ostatnich 16 miesięcy Kongres wydał ponad 5 bilionów dolarów na wspieranie wzrostu, podczas gdy Fed utrzymywał stopy procentowe w pobliżu zera i zakupił obligacje o wartości ponad 4 bln.

Fed zapowiedział obserwację obecnej fali inflacji i tolerowanie wzrostu przekraczającego 2% przez jakiś czas. Ale krytycy takich posunięć ostrzegają przed inflacyjną spiralą, przypominającą dziesięcioletni wzrost cen pod koniec lat sześćdziesiątych.

Prezes Federal Reserve, Jerome H. Powell, przyznał w zeszłym tygodniu, że obecne tempo wzrostu cen jest nadmierne, powtarzając jednocześnie, że ustąpi ono, gdy gospodarka przezwycięży problemy związane z ponownym otwarciem.

Przemawiając w poniedziałek w Białym Domu, prezydent powiedział, że „żaden poważny ekonomista” nie wierzy, że „niekontrolowana inflacja” jest prawdopodobna. Za rosnące koszty życia obwiniał napięcia związane z ponownym otwarciem gospodarki.

Normalnie Fed podniósłby stopy procentowe, aby ograniczyć rosnące ceny. Ale przy wciąż ponad 10 milionowym bezrobociu i głębokiej niepewności co do tempa ponownego zatrudniania, sytuacja nie jest normalna.

„Wyzwanie, przed którym stoimy, polega na tym, jak zareagować na tę inflację, która jest większa niż się spodziewaliśmy” – powiedział Powell w zeszłym tygodniu podczas wystąpienia w Senackiej Komisji Bankowej. „Zakładając, że ​​jest to sytuacja tymczasowa, niewskazane jest reagowanie na nią."

Jeśli Fed ma rację, to inflacja zwolni, ponieważ producenci nadrobią zaległości przy jednoczesnym wygaśnięciu rządowych bodźców stymulacyjnych. Ale jeśli podwyżki cen wywołają błędne koło podwyżek płac, bank centralny może być zmuszony do nagłej podwyżki stóp procentowych, potencjalnie pogrążając kraj w nowej recesji.

Pandemia w dużym stopniu odpowiedzialna za inflację

Wiele podwyżek jest nietypowych, jak choćby pokojów hotelowych i biletów lotniczych. Według Bureau of Labor Statistics ceny używanych samochodów osobowych i ciężarówek wzrosły w czerwcu o 10,5 procent, co jest największym miesięcznym wzrostem od czasu, gdy rząd zaczął śledzić sytuację w 1953 roku.

Ten gwałtowny wzrost wynika z niedoboru półprzewodników, które przerwały produkcję nowych samochodów i skłoniły niektórych kupujących do rozważenia zakupu używanych modeli. W tym samym czasie wypożyczalnie samochodów, które podczas ubiegłorocznego zastoju pozbyły się większości samochodów, teraz starają się uzupełnić zapasy, kupując używane pojazdy na aukcjach, co jeszcze bardziej zwiększa popyt na nie.

Ale te czynniki nie będą trwałe. Produkcja samochodów „powinna być znacznie większa w drugiej połowie roku”, zwiększając zapasy u dealerów i łagodząc braki, napisał w piątek ekonomista JPMorgan Chase, Dan Silver.

„Ceny konsumenckie używanych pojazdów zaczną wkrótce spadać” – dodał.

Ekonomiści twierdzą, że w innych sektorach, takich jak opieka zdrowotna i hotelarstwo, wzrost cen może okazać się bardziej trwały.

Ceny wielu produktów już zaczęły spadać po osiągnięciu rekordów w czerwcu. Właściciele restauracji i innych biznesów widzą wielki popyt na towary i usługi, a problemem jest dostępność pracowników i ich coraz wyższe płace. W czasie wzrostu cen pracownicy zaczęli żądać wzrostu płac. To z kolei jeszcze bardziej podnosi koszt utrzymania biznesu i dalszy wzrost cen oferowanego towaru lub usługi. To jest właśnie to błędne koło inflacji, którego obawiają się niektórzy ekonomiści.

Coraz droższe restauracje

Według National Restaurant Association około trzech czwartych restauracji ankietowanych w czerwcu stwierdziło, że głównym problemem jest rekrutacja siły roboczej, w porównaniu z zaledwie 7 procentami w styczniu.

Popyt w restauracjach prawdopodobnie wzrośnie, ponieważ coraz więcej Amerykanów wróci do pracy, a zwykle połączenie stałej pensji i mniejszej ilości wolnego czasu skłania ludzi do jedzenia poza domem. Dlatego branża restauracyjna może cierpieć z powodu bardziej uporczywej inflacji niż inne sektory.

Powrót lat 70.?

Miejmy nadzieję, że nie. Każdy kto żył w tamtych latach w USA pamięta 20 procentowe pożyczki hipoteczne i kolejki po benzynę. Zdaniem większości ekonomistów powtórka dwucyfrowej inflacji z tamtej epoki jest mało prawdopodobna, choć nikt kategorycznie takiej ewentualności nie odrzuca. Wiele zależało będzie od rozwoju nowych mutacji koronawirusa, stopnia zaszczepienia społeczeństwa, globalnej produkcji, etc.

na podst. washingtonpost, federalreserve,